Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1935. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1935. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2009

"Cuda" suchej kopalni w Borysławiu

Minęły tak zwane „złote czasy" borysławskie, kiedy to, jak mówiono, garściami zbierać można było pieniądze w tamtejszych sławnych błotach, Z dnia na dzień coraz mniejsze smugi dymów uchodzą z wież wiertniczych, zasłaniając nieboskłon, a coraz więcej kopalń z powodu wyczerpania żył ropnych zamyka swą działalność. Nowe wiercenia i poszukiwania ropy są ryzykowne i wymagają znacznego kapitału. Nie każdego stać na to.
Z faktem tym nie chcą się pogodzić mniejsi i więksi „bruttowcy", których kiesy są z tego powodu coraz mniejszemi dawkami dolarów zasilane. By wybrnąć z niekorzystnej dla siebie konjunktury, wpadają nieraz na rafinowane pomysły, dopuszczając się niebywałych manipulacyj oszukańczych, zakrojonych na olbrzymią skalę i świadczących o dużej inwencji przestępczej.
Na własnej skórze odczuło to niedawno jedno z największych przedsiębiorstw naftowo-przemysłowych, Sp. akc. „Galicja" w borysł. Zagłębiu naftowem.
Obejrzyjmy więc przebieg istotnie sensacyjnej afery, która ostatnio ujawniła się w Borysławiu i wywołała tam i w szerokiej okolicy olbrzymie wrażenie.

Ropa, która w tajemniczy sposób ulatniała się ze zbiorników...

Kierownictwo wyżej wspomnianej firmy zauważyło już w roku 1927 po raz pierwszy, systematyczne ulatnianie się drogocennego płynu z olbrzymich zbiorników „Galicji". Pomimo bacznej obserwacji", roztoczonej nad skomplikowanemi urządzeniami kopalnianemi, zagadki nie zdołano rozwiązać. Ropa uciekała, jakby się ulatniała...
Interpolowany kilkakrotnie odpowiedzialny za to kierownik tzw. tłoczni, Gottlieb Unterschutz, wykazywał zapiskami oraz licznikami zegarowemi, przez które każda kropla ropy musi przejść, zanim znajdzie się w zbiornikach, że wszystko jest w najlepszym gorządku. A tymczasem ropa wciąż znikała...
Nie było więc innej rady, jak zwrócić się do pomocy czynników śledczych, to jest do organów policji.

Policja przy pracy.

Z niezwykłą energją przystąpił borysławski komisarjat P.P., pozostający pod wytrawnym kierownictwem kom. Kornela Stejki, do żmudnych studjów nad rozwiązaniem tej niebylejakiej zagadki.
Już wstępne dochodzenia, prowadzone przez specjalistów w tej dziedzinie st. przodownika Flinta, st. posterunkowych Wojnowskiego i Lenarta, oraz przodowników służby śledczej Bafję i Kuczyńskiego, naprowadziły niespodziewanie na ślad olbrzymiej afery oszukańczej, niepamiętnej od szeregu lat w Zagłębiu borysławskiem.

Złotodajne kopalnie... wody.

Stwierdzono, że ośrodkiem całej afery była kopalnia „Maryna", będąca własnością znanego przemysłowca, Hermana Dienstaga. Kopalnia ta sprawiała mu wielki kłopot, polegający na tem, że była ona tak zw. „zagwożdżoną" czyli nie posiadającą w swoim otworze ani kropli ropy. Wody było tam natomiast pod dostatkiem. To też wydzierżawił ją znanemu w kołach naftowych Maurycemu Schutzmanowi, który niebawem okazał się istnym cudotwórcą.... Oto lotem błyskawicy rozeszła się po Zagłębiu wieść, że w „Marynie" odkryto niezmiernie obfitą, żyłę ropną, mogącą przez dłuższy czas nasycać kolosy zbiorników np. rafinerji „Galicji".
W czasie tym „Maryna", zawartym kontraktem z „Galicją", zobowiązała się dostarczać jej cennego płynu ropy — „póki zapas starczy". Ropa więc latami spływała do zbiorników „Galicji", tłoczona tamże specjalnie zbudowanemi rurociągami. Na skutek jednak poufnie otrzymanych informacyj, na tej właśnie „cudownej" kopalni spoczęło baczne oko władz śledczych. Przeprowadzone pewnego dnia ściślejsze obserwacje, spowodowały nagły wybuch bomby...
Co się bowiem okazało? Oto dna wszystkich trzech otworów kopalnianych zawierały wprawdzie płyn, ale był on najczystszą w świecie wodą. Jedynie cienka warstwa górna, dla pozoru nieznacznie pokryta była ropą.
Było to dziełem rodziny Schutzmanów: tatusia Zygmunta, oraz synów Maurycego, Henryka (główna sprężyna afery) i Izydora.

Tajemnicza wędrówka wody i ropy...

Labirynty mrocznej zagadki powoli zaczęły się rozjaśniać.
Ze zbiorników „Galicji", w kórych znajdowała się ropa, wydobyta z własnych kopalń, oraz nabywana w innych firmach, kierownik tłoczni „Galicji" Gottlieb Unterschutz, mniej cudownie, ale zato sprytnie zaopatrywał suche dna „Maryny" ropą (!!) ściągając ją specjalnemi rurociągami podziemnemi z pominięciem licznika, znajdującego się w tłoczni.
Ta sama ropa odbywała następnie już oficjalnie powrotną wędrówkę, z tą różnicą, że tym razem szła przez licznik, który następnie kontrolowany przez inżynierów, wykazywał zgodność z zapiskami w księgach, oraz wypłacanemi na tej podstawie sumami banknotów dolarowych, które nieustannie przez szereg lat ginęły w przytulnych kieszeniach rafinowanych „nafciarzy" Schutzmanów, godnych stanąć w rzędzie międzynarodowych aferzystów w najwyższym stylu.
Czasami na odmianę tłoczono do cierpliwych zbiorników zwyczajną wodę, która również wprawiała
w ruch licznik. Bocznym rurociągiem spuszczano ją następnie do potoku. Słowem „cuda" się mnożyły, a cierpliwy licznik zapisywał je na dobro pomysłowych Schutzmanów.

Sieć aferzystów rozgałęzia się..

Zdawało się, że z chwilą ujawnienia powyższych szczegółów skończy się praca władz śledczych. Był to jednak tylko prolog niesłychanie rozgałęzionej sieci aferzystów, wydobywających z suchego dna szeregu innych kopalń płyn ropny...
Akcja poczęła się szybko toczyć naprzód. Idąc po nitce do kłębka, władze policyjne znalazły się pewnego dnia w mieszkaniu niejakiego Oskara Rosenmana w Mrażnicy. Znaleziono tam ukrytą w łóżku żelazną kasetę, która przyniosła rewelacyjny materjał, będący cenną lampą dla rozjaśnienia tła afery.
Tajemnicza kasetka zawierała niemały skarb, bo 50.000 dolarów i kilka sztuk weksli z podpisami Leopolda Unikla. Sensację wywołał fakt, że do kasety... nikt nie chciał się przyznać. Zdołano jednak stwierdzić osobę właściciela, którym wreszcie okazał się właśnie kierownik tłoczni Gottlieb Unterschuz.
Kim jest Leopold Unikiel? Znany właściciel szeregu kopalń w Zagłębiu borysławskiem. Kopalnie „Kapela" I, II, III, „Ludwik", „Nadzieja", „Felicjan" i „Borysławski" są jego własnością. Pomimo, że żyły ropy w nich dawno były wyczerpane, kopalnie te wydały w roku 1930 tłoczni „Galicji" przeszło 50 wagonów ropy, jak obecnie ustalono, wyżej opisanym sposobem „cudownych" przewodów.

Polowanie na aferzystów.

Po ujawnieniu tych sensacyjnych szczegółów powstała zrozumiała panika wśród mniejszych i większych „przemysłowców" naftowych, z których codziennie po kilku ulatniało się z Zagłębia. Urządzono na nich formalne polowanie w Borysławiu, Drohobyczu, Stryju, Samborze, a nawet i Wiedniu. W nieubłaganej sieci policyjnej znalazło się wnet 12 głównych macherów, przeciwko którym sporządzono i odesłano do sądu okr. w Samborze doniesienie karne, obejmujące 300 arkuszy pisma maszynowego.
Za kratkami więć znaleźli się: Zygmunt, Maurycy, Henryk i Izydor Schutzmanowie, Dmytro Jakób, Izer Wilf, Gotlieb Unterschutz, Zenon i Stanisław Kolarz, Leopold Unikiel, Herman Sontag, Herman Dienstag i Matias Buchband.
Jeśli zajrzymy za kulisy afery, to ujrzymy głównego jej aktora, niemieckiego poddanego Gottlieba Unterschutza, którego karjera przypomina fantastyczny scenarjusz filmowy.
Człowiek to bowiem prosty, bez elementarnego wykształcenia, obdarzony jednak niebywałem sprytem i tupetem, był początkowo zwyczajnym dozorcą w kopalni „Galicji". Szybko zaawansował na tzw. odbiorcę ropy i doszedł do stanowiska kierownika tłoczni z płacą miesięczną około 3.000 miesięcznie. Drogą ujawnionych obecnie rzeczywiście rafinowanych manipulacji doszedł w krótkim czasie do majątku, wartającego obecnie około pół miljona złotych.
Sensacyjna ta sprawa nie dobiegła jeszcze końca. Niebawem usłyszymy dalsze z niej rewelacje, przyczem, jak wykazuje toczące się w dalszym ciągu śledztwo, liczba aresztowań powiększy się w trójnasób.
„Galicję" czeka jeszcze gwałtowna burza wewnętrzna z jej akcjonarjuszami z powodu poniesienia, przez nich strat, idących w miljony złotych.

Hen. Lip.

Żródło: Tajny Detektyw nr 12 - 05.04.1935, str.7-10

niedziela, 15 marca 2009

Tysiąc i jeden kłopotów prezydenta Roosevelta

Prezydent Roosevelt podjął się gigantycznego zadania, mianowicie chce złamać kryzys i przyspieszyć powrót prosperity. Narazie jednak wszystko idzie jak z kamienia. Handel zamiera, konsumpcja wewnętrzna spada, bezrobocie prawie, że nie maleje. Dwanaście miljonów ludzi bierze zasiłki z funduszów publicznych, Europa nie płaci długów. Farmerzy przeklinają swój los, produkcja rolna bowiem nie opłaca się zupełnie. A jednak mimo wszystko, Roosevelt jest dobrej myśli. Wierzy, że przezwycięży wszystkie trudności i dlatego jadąc sankami, uśmiecha się z zadowoleniem.

Prezydent Roosevelt na przejażdżce sankami

Zrozpaczeni farmerzy pokazują przed budynkiem rządowym w St. Paul, swoje wychudłe bydło i konie.

Źródło: Światowid nr 11 (553) - 06.03.1935, str.3

piątek, 9 stycznia 2009

Łuck - gród kresowy

Stolica Wołynia, Łuck, począwszy od XI-go wieku odgrywa ważną rolę w dziejach Polski. W 1429 r. za Jagiełły odbył się tu słynny zjazd monarchów dla obmyślenia obrony chrześcijaństwa przed Turkami. Na zdjęciu ogólny widok Łucka, na pierwszym planie widoczne ruiny zamku Lubarta, księcia wołyńskiego, najmłodszego syna Gedymina, którego Kazimierz Wielki zmusił do uznania zwierzchnictwa Polski.

Źródło: Światowid nr 2 (544) - 12.01.1931, str.24

niedziela, 4 stycznia 2009

"Komendancka chata"

Podczas krwawych walk Legjonowych na Wołyniu w 1915—16 r. przez dłuższy czas kwaterował komendant Piłsudski w chacie wiejskiej w Starosielu pod Kołkami (powiat Łuck), skąd kierował operacjami, które toczyły się w rejonie Kołek, Kulikowicz i Koszyszcz. Obecnie chata ta została zakupiona przez zarząd Związku Strzeleckiego Wołyń, który pragnie zachować ją i przekazać następnym pokoleniom. Prace konserwacyjne około tej chaty, zwanej na Wołyniu „Komendancką chatą", już się rozpoczęły.

Źródło: Światowid nr 13 (555) - 30.03.1935, str.3

niedziela, 14 grudnia 2008

"La Disperata" i "Testa di Leone"

WYWIAD „ŚWIATOWIDA" Z SYNAMI MUSSOLINIEGO W ASMARZE.

„La Disperata" i „Testa di Leone", dwie słynne włoskie eskadry lotnicze, stacjonowane w Asmarze, odpoczywają po ciężkich przejściach dnia wczorajszego. Dzień ten, 18 listopada, był bodaj dla lotnictwa włoskiego najcięższy ze wszystkich od początku wojny. Dwadzieścia samolotów wyleciało wczesnym rankiem na lot wywiadoWczo-bombowy. Zbadano dokładnie teren, przez godzinę, blisko poszukiwano wroga i nie znaleziono go początkowo. Dopiero później — jeden z obserwatorów zwrócił uwagę, na niewielką kotlinę, wśród gór, między Ainba Alagi i Antalo. Okazało się, że w tej dolinie skupiono na bardzo szczupłej przestrzeni około dwadzieścia tysięcy żołnierzy abisyńskich. Samoloty obrzuciły kotlinę bombami, zniżyły lot, nierzadko do 20 mtr. i zasypały abisyńczyków ogniem mitraljez. W ciągu dwóch godzin zrzucono dwa tysiące bomb dwukilowych i wystrzelono niezliczone mnóstwo taśm mitraljezowych. Abisyńczycy, których straty musiały być olbrzymie, (mówi się o czterech tysiącach zabitych i rannych), reagowali tym razem bardzo energicznie — ogniem dział przeciwlotniczych i karabinów maszynowych. Wszystkie samoloty włoskie zostały podziurawione przez kule, dwa z pośród nich miały nawet uszkodzone motory i z trudnością powróciły na własny teren, przyczem szczęśliwie udało im się dotrzeć do Makalle i tu wylądować. Kilku lotników jest rannych.
Obecnie eskadry odpoczywają po wczorajszej walce, a mechanicy naprawiają podziurawione samoloty. O parę kilometrów od Asmary, w szczerem polu, wyrosło niedawno całe miasteczko domów, willi, hangarów. To lotnisko wojskowe. Śmieją się w słońcu prześliczne domki oficerskie, różowią się gmachy klubu i dowództwa, zieją czarnemi paszczami wnętrz olbrzymie hangary. Te ostatnie są zresztą przeważnie puste, gdyż aparaty ustawiono opodal, w długim rzędzie. Są to wszystko samoloty bombowe Caproni, białe, piękne, zgrabne. Na aparatach, należących do „Disperaty", namalowane są godła tej eskadry: trupia główka i dwa piszczele na krzyż; aparaty „Testa di Leone" noszą głowę lwa i napis „Quia sum leo". Obok każdego samolotu widać uszeregowane skrzynki z bombami. Rozmawiamy z komendantem „Disperaty", kpt. Ciano, jego zastępcą — kpt. Casero, oraz
porucznikami, braćmi Bruno i Vittorio Mussolini. Wtajemniczają oni nas z całą uprzejmością w tajniki funkcjonowania aparatów, działalności eskadry i t.d. A więc — „Disperata" składa się z dziesięciu wielkich, trzymotorowych samolotów „Caproni". Każdy z nich ma 5—6 miejsc i zabiera: dwóch obserwatorów, z których jeden ma pieczę nad bombami a drugi nad K. M., (często do obsługi drugiego K. M. zabiera się jeszcze trzeciego obserwatora), jednego pilota motorzystę i radiotelegrafistę. Trzeba zaznaczyć, że aparat typu „Caproni" ma dwa ciężkie K. M.: na górze i na dole. Aparat taki może zabrać ze sobą ponadto 600 kg bomb. Ponieważ w obecnej wojnie używa się przeważnie, bomb lżejszych, 30 kg lub całkiem małych, 2 kg przeto ładunek taki wynosi — w pierwszym wypadku 20, a w drugim — 300 bomb. Zasięg takiego aparatu wynosi około 1.400 klm.; na tyle starczy mu jednorazowy zapas benzyny.

„Disperata" utworzona została przez kpt. Ciano 1 września r.b. Nazwa jej jest pomysłu jej twórcy i równocześnie dowódcy. On to zresztą jest autorem również i drugiej nazwy: „Testa di Leone". Hr. Ciano nazwał swą eskadrę „Disperata" dla uczczenia kadry faszystowskiej z Florencji, która nosiła tę właśnie nazwę, i której członkiem był w r. 1919. „Testa di Leone" składa się również z dziesięciu Capronich. Jej komendantem jest mjr. Tessore, a jej samoloty NN. 7 i 8 pilotowane przez Vittoria i Bruno Mussolinich. Zbliżam się do nich i zaczynam rozmowę. Stoją oto obaj przedemną, w słońcu, na tle jasnego domu komendy.
— A więc tak — mówi Bruno — wczorajszy dzień był bardzo gorący. Strzelałem tak zawzięcie z karabinu maszynowego, że zabrakło mi amunicji. Zniżyłem się wtedy na 20 m., może na 30 m. i zacząłem walić z mauzera. Trudno opisać, jaka panika wynikła wśród Abisyńczyków.
— Podziurawili nam aparat porządnie — wtrąca Vittorio, chłopak 19-letni, szczupły, zwinny i ruchliwy. Podobnie, jak brat, zdał niedawno maturę. Przepada za sportami. Erytreę zna, ponieważ był tu przed dwoma laty z Brunem i polował na grubego zwierza nad Setitem.
Bruno jest podobny do ojca, tęgi, krzepki i rozkazujący. Lotnictwo traktuje jak sport, pasjami lubi tropić Abisyńczyków i wyszukiwać ich białe sylwetki wśród białych skał. Synowie Mussoliniego narażają się na śmierć codziennie. Idą w pierwszym szeregu awangardy, niby heroldzi swego wielkiego ojca, który rozpętał tę burzę nad Abisynją. Nie kryją się, ale śmiało patrzą przeznaczeniu w oczy. Jeżeli w tym geście ich jest demagogia, to jest to demagogja najszlachetniejszego gatunku.
Mój wywiad a raczej rozmowa skończona. Że udało mi się dotrzeć do synów Mussoliniego, to wyłączna zasługa adiutanta hr. Cianio, porucznika Ostynji. Lubi on dziennikarzy i chętnie otwiera przed nimi różnie wrota, zawarte na sto spustów. Odchodzę. Wszyscy lotnicy z „Disperaty" i z „Testa di Leone" żegnają mnie gromkimi okrzykiem: Saluti al „Światowid"!

Roman Fajans — Asmara.

Źródło: Światowid nr 49 (591) - 07.12.1935 r., str. 2-3

piątek, 14 listopada 2008

Kiepura śpiewa na otwarciu Instytutu Polsko-Niemieckiego w Berlinie


W wielkiej sali marmurowej w pałacu Zoo w Berlinie odbyło się uroczyste otwarcie Instytutu Polsko-Niemieckiego, którego celem jest nawiązanie łączności kulturalnej pomiędzy Polską a Niemcami i pogłębienie tą drogą przyjaznych stosunków, jakie ukształtowały się. po zawarciu 10-letniego paktu o nieagresji.
W bogato udekorowanej sali zebrali się najwybitniejsi przedstawiciele świata politycznego i artystycznego Trzeciej Bzeszy z premjerem Goeringiem i ministrami drem Goebbelsem i drem Seldte, oraz przedstawiciele Polski w osobach ambasadora Lipskiego i konsula gen. Staniewicza. Uroczystość rozpoczęła się przemówieniem rektora politechniki w Charlottenburgu von Arnima, który podkreślił, że naród polski w ciągu długich lat niewoli wykazał niespożytą tężyznę. Mówca nawiązał do czasów w 1831 r., kiedy to sympatje w Niemczech dla Polski były bardzo żywe, a wyrazem ich stały się pieśni, jak np. „Tysiąc walecznych...", które weszły do repertuaru polskich pieśni narodowych.
Skolei zabrał głos ambasador Lipski, zaznaczając, że Instytut powinien przyczynić się do wzajemnego poznania obu narodów, a przez to do sprostowania różnych błędnych informacyj, a przedewszystkiem do wymiany kulturalnej. Po tej części oficjalnej nastąpił koncert. Znany pianista niemiecki Konrad Hansen odegrał utwory Szopena, poczem na estradę wstąpił witany entuzjastycznemu oklaskami, popularny bardzo na gruncie berlińskim, nasz znakomity tenor Jan Kiepura. Odśpiewał on szereg aryj z „Halki", z „Toski" i z „Aidy", oraz piosenki filmowe „Tobie śpiewam" i „Marita". Koncert ten transmitowały wszystkie stacje niemieckie i polskie. Naszemu mistrzowi premier Goering złożył osobiście gratulacje. Uroczystości berlińskie zakończył raut, wydany w salach ambasady polskiej, który zgromadził przeszło 300 osób. Charakterystycznem jest, że na uroczystościach polsko-niemieckich wystąpił premjer Goering po raz pierwszy oficjalnie ze swoją narzeczoną Emmy Sonnemann.


Źródło: Światowid nr 9 (551) - 02.03.1935, str.11

niedziela, 19 października 2008

Z teki krajoznawczej

Ogólny widok Beresteczka. Miasteczko to, liczące około 6000 mieszkańców leży nad rzeką Styrem w pow. Dubieńskim na Wołyniu. Pamiętne jest zwycięstwem, które odniósł tu król Jan Kazimierz dnia 30 czerwca 1651 r. nad Kozakami i Tatarami, stojącymi pod dowództwem Bohdana Chmielnickiego. Gigantyczną tę bitwę uwiecznił Sienkiewicz w "Ogniem i mieczem".

Źródło: Światowid nr 46 (588) - 16.11.1935, str.24

poniedziałek, 6 października 2008

Zbrodniarze jadą do Gujany

W tych dniach na pokładzie okrętu "La Martiniere" odpłynąlo z Francji do Gujany 350 zbrodniarzy, do których dołączono jeszcze transport 300 skazańców z Algeru. Warunki, w jakich żyją skazańcy w Gujanie są bardzo ciężkie, toteż wielu ich pada ofiarą zabójczego klimatu, a przedewszystkiem żółtej febry. Czasami przychodzi do buntów, które są jednak bezlitośnie tłumione. Bywały wypadki, że więźniowie zdołali zbiec z Gujany, przeważna jednak ich część, wyponiewierawszy się w dźungli, gdzie śmierć na nich czyhała na każdym kroku, wracała skruszona do swoich zajęć. Niejednokrotnie we Francji podnosiły się głosy, aby zaprzestać deportacyj więźniów ze względów humanitarnych, nie znalazły one jednak posłuchu w sferach miarodajnych. Próbowała interwenjować także Liga Międzynarodowa Praw Człowieka, ale bezskutecznie. Po staremu jadą więc zbrodniarze do Gujany, aby przeważnie nigdy już nie wrócić do kraju...

Źródło: Światowid nr 49 (591) - 07.12.1935, str.12

piątek, 26 września 2008

Wrogowie podają sobie ręce

Z inicjatywy księcia Walji udała się do Niemiec delegacja kombatantów angielskich, celem nawiązania stosunków z kombatantami niemieckimi. Anglicy byli na przyjęciu u kanclerza Hitlera i złożyli wieniec na pomniku chwały w Alei pod Lipami w Berlinie. Najbardziej wzruszającym momentem w czasie ich pobytu w Niemczech było spotkanie z inwalidami, z których większość postradała na wojnie ręce i nogi (na zdjęciu). Dawni wrogowie, których przed kilkunastu laty rozdzielały zapory z drutu kolczastego rozmawiali ze sobą długo i serdecznie, wspominając dawno minione czasy wielkiej wojny.

Źródło: Światowid nr 30 (572) - 27.07.1935, str.4

czwartek, 28 sierpnia 2008

Koleje niemieckie dbają o swoich pracowników

Zarząd kolei niemieckich wydał przed kilku tygodniami zarządzenie, aby pracownikom kolejowym wydawano na większych stacjach w porze upałów chłodzoną czarną kawę. - Zarządzenie to spotkało się z wielkiem uznaniem ze strony kolejarzy. - Możeby coś podobnego wprowadzić i w Polsce ?

Żródło: Światowid nr 31 (573) - 03.08.1935, str.12

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Młodzież z Pińska na Sowińcu

Wycieczka gimnazjum im. Marszałka Piłsudskiego z Pińska w czasie pracy na Sowińcu. Większość uczniów i uczenic przybyła w poleskich strojach ludowych. Z twarzy uczniów przebija radość, że mogą się przyczynić do budowy kopca Marszałka.

Źródło: Światowid nr 43 (585) - 26.10.1935, str.24

środa, 23 lipca 2008

Degradacja oficerów greckich

Jak było do przewidzenia ateński sąd wojenny okazał się w stosunku do oficerów, którzy brali udział w buncie Venizelosa niezbyt surowy. Skazał bowiem tylko jednego oskarżonego na śmierć a innych na degradację i długoletnie więzienie. Wyrok ten nie znalazł uznania wśród mas, które domagały się kary śmierci dla wszystkich. Degradacja skazanych oficerów odbyła się publicznie na dziedzińcu koszar pierwszego pułku piechoty w Atenach. Publiczność w stosunku do oskarżonych zachowywała się wrogo, pluła na nich, kopała ich i biła po twarzy. Niektórzy ze skazańców rzewnie płakali. Po zerwaniu naramienników i innych dystynkcyj oficerskich, skazańców przewieziono karetkami do więzienia.

Źródło: Światowid nr 15 (557) - 13.04.1935, str.3

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Echa śmierci Marszałka w Berlinie


Zgon Marsz. Józefa Piłsudskiego odbił się doniosłem echem w całej zagranicy. Szczególnie silnie reagowały na tragiczną wiadomość z Warszawy Niemcy, a zwłaszcza ich stolica. Wszak dzięki decyzji, powziętej przez Marszałka Piłsudskiego i Wodza dzisiejszych Niemiec, Hitlera, stosunki pomiędzy oboma państwami, przez długi czas naprężone, weszły na normalne tory sąsiedzkiego porozumienia. To też zarówno sam Hitler, jak i wszystkie czynniki miarodajne, a nawet i całe niemieckie społeczeństwo, dało wyraz swemu głębokiemu żalowi z powodu zgonu Marszałka. W ambasadzie Polskiej wszyscy kierownicy dzisiejszego rządu niemieckiego, jak również i przedstawiciele obcych państw wpisali się do księgi kondolencyjnej, na gmachach rządowych w Berlinie spuszczono flagi na znak żałoby do połowy masztu, a bawiąca właśnie obecnie w stolicy Niemiec delegacja wojska polskiego z gen. Kutrzebą na czele była przedmiotem jaknajżyczliwszego przyjęcia.

Źródło: Światowid nr 20 (562) - 18.05.1935, str.10

środa, 11 czerwca 2008

Fantazje budowlane

Niebezpieczeństwo napadów lotniczych na miasta, oraz możliwości zastosowania bomb burzących, zapalających i gazowych przeciwko ludności cywilnej, wywołały dążenie do znalezienia najbardziej odpowiednich konstrukcyj budowlanych i najskuteczniejszych rodzajów obrony przed napadami z powietrza. Nic też dziwnego, że w krajach, jak np. we Francji, które już w czasie wielkiej wojny miały sposobność poznać skutki nieprzyjacielskich napadów lotniczych, powstają coraz to nowe, a zarazem nieraz dziwaczne pomysły budowlane.

Ostatnim wymysłem tego rodzaju jest projekt inżynierów francuskich, H. Lessier i Faure Dujarrie, którzy zaproponowali władzom francuskim wybudowanie olbrzymiej żelbetowej wieży obronnej pod Paryżem. Wieża miałaby posiadać wysokość 2 kilometrów, podstawę o średnicy 210 metrów, szczyt o średnicy 40 metrów. Byłby to więc stożek, wewnątrz którego krążyłoby 5 wind elektrycznych, z których 2 byłyby przeznaczone dla ludzi, a 3 dla transportu samolotów i sprzętu wojennego. Wieża miałaby posiadać trzy platformy: jedną na wysokości 600, drugą na 1300, a trzecią na 1800 metrów. Mają one służyć jako lotniska dla eskadr obrony i jako pozycje artylerji przeciwlotniczej, reflektorów i aparatów podsłuchowych. Poza tem mieściłyby się tam instalacje oświetleniowe, hangary, stacje radjowe i meteorologiczne oraz pomieszczenia dla obsługi i personelu. Waga samej konstrukcji wyniosłaby około 10 miljonów ton. Pomijając wszelkie materjalne trudności w wykonaniu projektu, należy wątpić w skuteczność tej nowoczesnej wieży Babel, która byłaby doskonałym celem dla bombardowania lotniczego i artylerji nieprzyjaciela.

Pierwszym opracowanym technicznie pomysłem drapaczy chmur dla celów obrony przeciwlotniczo-gazowej był projekt Vauthier - Le Corbusier. Przewidywał on budowę domów - wież, dochodzących do 90 metrów wysokości, wznoszących się na palach stalowych, opartych na betonowych fudamentach. Żelbetowy dach budynku miał posiadać grubość 1 metra. Pierwsze piętro znajdowałoby się na wysokości kilkunastu metrów od ziemi. Bomby gazowe wybuchające na ziemi, byłyby więc dla mieszkańców mało groźne. Bomby zapalające oraz lekkie bomby burzące wybuchałyby, nie wyrządzając większej szkody na żelbetowym dachu budynku. Pomimo znacznie skromniejszych rozmiarów tego projektu, w porównaniu z planem wieży obronnej, zarówno koszty, związane z jego realizacją, jak i mała celowość tej podniebnej fortecy sprawiły, że zaliczamy go również do dziedziny fantazyj budowlanych.

Źródło: Lot Polski nr 2 rocznik XIII, 31.01.1935, str. 10

piątek, 16 maja 2008

Dunikowski fabrykuje złoto

Od kilku dni opinja publiczna Francji żywo interesuje się osobą naszego rodaka inż. Dunikowskiego, syna profesora Politechniki lwowskiej, który podjął próby wydobywania złota z piasku przy pomocy specjalnie przez siebie skonstruowanej maszyny, której podstawową częścią jest rura wydzielająca jakieś radioaktywne promienie, przyspieszające procesy chemiczne, zachodzące w materji.
Doświadczenia te zaprowadziły Dunikowskiego na ławę oskarżonych, gdyż osoby, które dostarczyły mu pieniędzy na budowę przyrządów, nie widząc pozytywnych rezultatów, zrobiły doniesienie do prokuratorji, w rezultacie czego "alchemik polski", jak go nazywają na Jasnym Brzegu, został uwięziony i skazany na dwuletnie więzienie na podstawie opinji ekspertów, którzy orzekli, że Dunikowski niema wyobrażenia o chemji i fizyce i że jego eksperymenty są czystą blagą obliczoną na naciąganie ludi.
Wypuszczony z więzienia Dunikowski postanowił jednak zrehabilitować się. W tych dniach wobec bardzo poważnych uczonych udało mu się ponad wszelką możliwość wydobyć z piasku złoto, a przez to obalić akt oskarżenia i stworzyć sensację, o której mówi cały świat.

Źródło: Światowid nr 8 (550) - 23.02.1935, str.2

wtorek, 29 kwietnia 2008

Otwarcie wystawy sztuki polskiej w Berlinie


Dnia 29 ub. m. nastąpiło w Berlinie otwarcie reprezentacyjnej wystawy sztuki polskiej. Na zdjęciu moment przemówienia ambasadora Lipskiego. Siedzą w pierwszym rzędzie od lewej: kanclerz Hitler, premjer Goering, minister Rust i inni.

Źródło: Światowid nr 14 (556) - 06.04.1935, str.1, 23

piątek, 25 kwietnia 2008

Nowy francuski ślizgowiec oceaniczny

Nowy francuski ślizgowiec oceaniczny. W Hawrze spuszczono na wodę ślizgowiec oceaniczny, który otrzymał imię "Genial". Ślizgowiec ten rozwija szybkość 22 węzłów na godzinę. Będzie on utrzymywał komunikację pasażerską między portem w Havre a miejscowością kąpielową Trouville. W zimie natomiast będzie użyty na Riwierze.

Źródło: Na szerokim świecie, nr 39 (368) - 29.09.1935, str. 6

piątek, 4 kwietnia 2008

Poświęcenie "Latającego Krzyża"

Poświęcenie "Latającego Krzyża". Kardynał Faulhaber (znany ze swych starć w obronie Kościoła katolickiego z reżimem hitlerowskim) dokonał poświęcenia tak zwanego "Latającego Krzyża". Jest to samolot specjalnie zbudowany dla ks. Pawła Schulte, zapalonego lotnika, znanego w Niemczech jako "latający pater". Na zdjęciu ks. Schulte, jeden z niewielu duchownych w Europie, pracujących czynnie osobiście nad rozwojem lotnictwa.

Źródło: Na szerokim świecie, nr 14 (343) - 04.04.1935, str.3

poniedziałek, 31 marca 2008

Katastrofa amerykańskiego sterowca

Katastrofa amerykańskiego sterowca. Wielki amerykański wojskowy sterowiec "Macon" (o powłoce metalowej), największy statek powietrzny świata uległ katastrofie w czasie manewrów w pobliżu wybrzeży kalifornijskich. Na pokładzie sterowca nastąpił nagle wybuch i "Macon" spadł do morza. Z załogi zginęło tylko 2 osoby, 81 zostało uratowanych. Jest to już druga tego rodzaju wielka katastrofa sterowca amerykańskiego. Nadmienić tu warto, że kapitanem "Macon'u" jest Herbert Wiley, jedyny oficer, jaki pozostał przy życiu po katastrofie "Acron'u" w roku 1933 - Na naszem zdjęciu sterowiec "Macon" w hangarze przed odlotem. Setki osób zgromadzonych koło sterowca uzmysławiają nam, jak wielkim był ten statek powietrzny. Obok fotografja kapitana statku.

Źródło: Na szerokim świecie, nr 8 (337) - 24.02.1935, str. 2

środa, 26 marca 2008

Ci którzy dzierżawią Wisłę

Ci który dzierżawią Wisłę... W Warszawie magistrat wydzierżawia Wisłę na zimę, a mianowicie znajdują się przedsiębiorcy, którzy za pewną ryczałtową sumę zakupują prawo wyrąbywania lodu w ciągu całej zimy. Oczywiście tegoroczna zima tak łagodna, musiała zachwiać interesami tych lodowych przedsiębiorców. Na naszem zdjęciu furmanki warszawskie, wywożące lód wyrąbany na Wiśle.

Źródło: Światowid, nr 8 (337) - 24.02.1935, str.2