Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 maja 2009

Wojskowi przedstawiciele obcych państw w Warszawie

Ppułk. C. Grinbergs, attache rep. łotewskiej.

Gen. dyw. Charpy, szef misji wojsk. francuskiej w Polce.

Pułk. szt. gen. Mario Roatta, attachś wojskowy i lotniczy król. Italskiego.

Ppułk. Richard I. Mc. Kenney, attache wojsk. przy posel. Stanów Zjednoczonych Ameryki Półn., w Warszawie.

Ppułk. Ludwik Jacobsen, attache rep. estońskiej.

Mjr. szt. gen. Higuti Kiitiro, attache ces. japoński.

Ppułk. Milivoi Tscholak Antitch, attache wojsk. król. S.H.S.

Kpt. fregaty Alfred Richard, szef misji morskiej francuskiej w Polsce.

Pułk. Helsingius, attache rep. finlandzkiej.

Ppułk. szt. gen. Rudolf Viest, attache rep. czechosłowackiej.

Mjr. Nicolaesco Aureljusz, attache król. rumuńskiego.

Kpt. fregaty Oscar di Giamberardino, attache król. italskiej marynarki wojennej.

Źródło: Światowid nr 22 (147) - 28.05.1927, str.3

niedziela, 17 maja 2009

Dezerter

Cesarz Abisynji Haile Selassie sam przypieczętował swój los, dezerterując z pola walki i udając się do Dżibuti pod opieką władz francuskich, a następnie angielskich, które przewiozły go na pancerniku „Enterprise" do Palestyny. Porzuciwszy bowiem własny kraj i armję, negus temsamem uznał, że dalsza obrona Abisynji jest bezcelowa. Opinja publiczna całego świata przyjęła dezercję negusa z niesmakiem, bo kapitanowi nie wolno uciekać z tonącego okrętu, w Abisynji zaś osądzono ten krok jako zdradę. Bohaterski obrońca Ogadenu, ras Seyum, otoczony ze wszystkich stron przez Włochów, wsiadł na białego konia, udał się do generała Maraviglia i złamawszy przed nim swą szablę, zawołał: Oddaję się w wasze ręce, bo negus zdradził kraj!
Inni wodzowie poszli także w jego ślady. Pozostały tylko bandy rozbójników, które zaopatrzywszy się obficie w broń, grabią, gdzie się da i sieją zamęt. Negus przebywa obecnie w Jerozolimie, gdzie został z należnemi honorami powitany przez mnichów koptyjskich, osiadłych oddawna przy Bazylice Grobu Chrystusa. Niebawem zamierza on udać się do Londynu, gdzie księżniczka Asfa Yilma, z pochodzenia Abisynka, przygotowała dla niego apartamenty, a następnie do Genewy, aby bronić tam swej przegranej sprawy.

Księżniczka abisyńska Asfa Yilma, żona oficera angielskiego, przygotowuje w Londynie pałac, w którym zamieszka negus.

B. cesarz abisyński Haile Selassie, przebywa obecnie w Jerozolimie.

Pancernik angielski „Enterprise", który przywiózł negusa z Dżibuti do Hajfy w Palestynie.

Mnisi abisyńscy z klasztoru przy bazylice Grobu Chrystusa w Jerozolimie.

Źródło: Światowid nr 20 (614) - 16.05.1936, str.6

wtorek, 28 kwietnia 2009

Budowa dróg w Abisynji

Z polecenia Mussoliniego przystąpiono w Abisynji przedewszystkiem do budowy dróg i mostów. Koloniści włoscy, znajdujący się obecnie w liczbie 120.000 w Abisynji, są nietylko zoboiwiązani do uprawy roli, ale przedewszystkiem używani do robót ziemnych. Na ukończeniu są już nowe drogi Asmara — Addis Abeba, Assab — Addis Abeba, Harar — Diredaua, itd. Na zdjęciu walcowanie jezdni w obszarze Laghi w Abisynji.

Źródło: Światowid nr 17 (663) - 24.04.1937, str.2

poniedziałek, 23 marca 2009

Skauci polscy u Mussoliniego

Skauci polscy u Mussoliniego. Naczelnik rządu italskiego przyjął u siebie przedstawioną mu przez radcę poselstwa polskiego dr. Guntera ekspedycję harcerzy polskich samochodem naokoło świata. Od lewej ku prawej stoją pp. Smosarski, Łada, kierownik ekspedycji, Benito Mussolini, Brettsznajder, Jeliński i dr. Gunter.

Źródło: Światowid nr 12 (137) - 19.03.1927, str.7

niedziela, 8 marca 2009

Królewna włoska wśród zwykłego tłumu

Królewna włoska wśród zwykłego tłumu. Królewna włoska Jolanta, która (X) wyszła zamnąż za zwykłego oficera hr. Calvi (XX) stara się o popularność w szerokich masach. Na wyścigach oboje nie siadają w loży dworskiej, tylko stoją przed barjerą, wśród zwykłych widzów.

Źródło: Światowid nr 11 (84) - 13.03.1926, str.15

niedziela, 14 grudnia 2008

"La Disperata" i "Testa di Leone"

WYWIAD „ŚWIATOWIDA" Z SYNAMI MUSSOLINIEGO W ASMARZE.

„La Disperata" i „Testa di Leone", dwie słynne włoskie eskadry lotnicze, stacjonowane w Asmarze, odpoczywają po ciężkich przejściach dnia wczorajszego. Dzień ten, 18 listopada, był bodaj dla lotnictwa włoskiego najcięższy ze wszystkich od początku wojny. Dwadzieścia samolotów wyleciało wczesnym rankiem na lot wywiadoWczo-bombowy. Zbadano dokładnie teren, przez godzinę, blisko poszukiwano wroga i nie znaleziono go początkowo. Dopiero później — jeden z obserwatorów zwrócił uwagę, na niewielką kotlinę, wśród gór, między Ainba Alagi i Antalo. Okazało się, że w tej dolinie skupiono na bardzo szczupłej przestrzeni około dwadzieścia tysięcy żołnierzy abisyńskich. Samoloty obrzuciły kotlinę bombami, zniżyły lot, nierzadko do 20 mtr. i zasypały abisyńczyków ogniem mitraljez. W ciągu dwóch godzin zrzucono dwa tysiące bomb dwukilowych i wystrzelono niezliczone mnóstwo taśm mitraljezowych. Abisyńczycy, których straty musiały być olbrzymie, (mówi się o czterech tysiącach zabitych i rannych), reagowali tym razem bardzo energicznie — ogniem dział przeciwlotniczych i karabinów maszynowych. Wszystkie samoloty włoskie zostały podziurawione przez kule, dwa z pośród nich miały nawet uszkodzone motory i z trudnością powróciły na własny teren, przyczem szczęśliwie udało im się dotrzeć do Makalle i tu wylądować. Kilku lotników jest rannych.
Obecnie eskadry odpoczywają po wczorajszej walce, a mechanicy naprawiają podziurawione samoloty. O parę kilometrów od Asmary, w szczerem polu, wyrosło niedawno całe miasteczko domów, willi, hangarów. To lotnisko wojskowe. Śmieją się w słońcu prześliczne domki oficerskie, różowią się gmachy klubu i dowództwa, zieją czarnemi paszczami wnętrz olbrzymie hangary. Te ostatnie są zresztą przeważnie puste, gdyż aparaty ustawiono opodal, w długim rzędzie. Są to wszystko samoloty bombowe Caproni, białe, piękne, zgrabne. Na aparatach, należących do „Disperaty", namalowane są godła tej eskadry: trupia główka i dwa piszczele na krzyż; aparaty „Testa di Leone" noszą głowę lwa i napis „Quia sum leo". Obok każdego samolotu widać uszeregowane skrzynki z bombami. Rozmawiamy z komendantem „Disperaty", kpt. Ciano, jego zastępcą — kpt. Casero, oraz
porucznikami, braćmi Bruno i Vittorio Mussolini. Wtajemniczają oni nas z całą uprzejmością w tajniki funkcjonowania aparatów, działalności eskadry i t.d. A więc — „Disperata" składa się z dziesięciu wielkich, trzymotorowych samolotów „Caproni". Każdy z nich ma 5—6 miejsc i zabiera: dwóch obserwatorów, z których jeden ma pieczę nad bombami a drugi nad K. M., (często do obsługi drugiego K. M. zabiera się jeszcze trzeciego obserwatora), jednego pilota motorzystę i radiotelegrafistę. Trzeba zaznaczyć, że aparat typu „Caproni" ma dwa ciężkie K. M.: na górze i na dole. Aparat taki może zabrać ze sobą ponadto 600 kg bomb. Ponieważ w obecnej wojnie używa się przeważnie, bomb lżejszych, 30 kg lub całkiem małych, 2 kg przeto ładunek taki wynosi — w pierwszym wypadku 20, a w drugim — 300 bomb. Zasięg takiego aparatu wynosi około 1.400 klm.; na tyle starczy mu jednorazowy zapas benzyny.

„Disperata" utworzona została przez kpt. Ciano 1 września r.b. Nazwa jej jest pomysłu jej twórcy i równocześnie dowódcy. On to zresztą jest autorem również i drugiej nazwy: „Testa di Leone". Hr. Ciano nazwał swą eskadrę „Disperata" dla uczczenia kadry faszystowskiej z Florencji, która nosiła tę właśnie nazwę, i której członkiem był w r. 1919. „Testa di Leone" składa się również z dziesięciu Capronich. Jej komendantem jest mjr. Tessore, a jej samoloty NN. 7 i 8 pilotowane przez Vittoria i Bruno Mussolinich. Zbliżam się do nich i zaczynam rozmowę. Stoją oto obaj przedemną, w słońcu, na tle jasnego domu komendy.
— A więc tak — mówi Bruno — wczorajszy dzień był bardzo gorący. Strzelałem tak zawzięcie z karabinu maszynowego, że zabrakło mi amunicji. Zniżyłem się wtedy na 20 m., może na 30 m. i zacząłem walić z mauzera. Trudno opisać, jaka panika wynikła wśród Abisyńczyków.
— Podziurawili nam aparat porządnie — wtrąca Vittorio, chłopak 19-letni, szczupły, zwinny i ruchliwy. Podobnie, jak brat, zdał niedawno maturę. Przepada za sportami. Erytreę zna, ponieważ był tu przed dwoma laty z Brunem i polował na grubego zwierza nad Setitem.
Bruno jest podobny do ojca, tęgi, krzepki i rozkazujący. Lotnictwo traktuje jak sport, pasjami lubi tropić Abisyńczyków i wyszukiwać ich białe sylwetki wśród białych skał. Synowie Mussoliniego narażają się na śmierć codziennie. Idą w pierwszym szeregu awangardy, niby heroldzi swego wielkiego ojca, który rozpętał tę burzę nad Abisynją. Nie kryją się, ale śmiało patrzą przeznaczeniu w oczy. Jeżeli w tym geście ich jest demagogia, to jest to demagogja najszlachetniejszego gatunku.
Mój wywiad a raczej rozmowa skończona. Że udało mi się dotrzeć do synów Mussoliniego, to wyłączna zasługa adiutanta hr. Cianio, porucznika Ostynji. Lubi on dziennikarzy i chętnie otwiera przed nimi różnie wrota, zawarte na sto spustów. Odchodzę. Wszyscy lotnicy z „Disperaty" i z „Testa di Leone" żegnają mnie gromkimi okrzykiem: Saluti al „Światowid"!

Roman Fajans — Asmara.

Źródło: Światowid nr 49 (591) - 07.12.1935 r., str. 2-3

środa, 26 listopada 2008

Uśmiech kronprinza


W Rzymie odbyły się międzynarodowe konkursy hippiczne, w których wzięła udział także ekipa polska, nie odniosła jednak sukcesów, gdyż konie nasze nie dopisały. Puhar narodów zdobyli Włosi. Dzielnie spisali się także i Niemcy. Wśród gości znajdujących się na trybunie honorowej powszechną uwagę zwracał b. kronprinz niemiecki, Wilhelm. Starał się być popularnym i po rozgrywkach chętnie mieszał się z tłumem i rozmawiał z zawodnikami, z wyszukaną uprzejmością zwracając się szczególnie do Francuzów. Jakże zmieniają się czasy: dowódca armji niemieckiej z pod Verdun prawi komplementy Francuzom (na zdjęciu). Prawdziwa idylla.

Źródło: Światowid nr 21 (510) - 19.05.1934, str.3

wtorek, 4 listopada 2008

Minister Grandi u Marszałka Piłsudskiego


Jaką swobodą, wolną od wszelkiej ceremonialności tchnie ta w Druskienikach odbyta rozmowa dwóch Mężów, z któych jeden losy Polski trzyma w swem ręku - drugi prawa ręka dyktatora Włoch, jest współtwórcą najnowszych dziejów tego zaprzyjaźnionego z nami państwa.


Wizyta p. Dino Grandi, min. spraw zagran. zaprzyjaźnionych z nami Włoch, trwająca tylko dwa dni, miała jednak doniosłe znaczenie. Zwycięskie w wojnie światowej państwo włoskie wykazuje pod obecnemi rządami p. Benito Mussoliniego niezwykłą ruchliwość zarówno wewnątrz kraju, jak i w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Z tym faktem Polska musi się liczyć, o ile sama również ze względów i gospodarczych i politycznych chce nadal prowadzić rozpoczętą przed kilku laty czynną politykę. Wśród współpracowników Mussoliniego, zaś nikt nie stoi tak blisko niego, jak właśnie p. Grandi. Jego odwiedziny w Polsce, z dwoma etapami: Warszawą i Krakowem, były formalnie biorąc rewizytą za niedawny pobyt p. min. Zaleskiego w Rzymie. Niewątpliwie jednak obok tej kurtuazyjnej strony, posiadają one znaczenie ułożenia na najbliższą przyszłość współpracy obu, tyloma węzłami kulturalnemi w przeszłości i teraźniejszości złączonych krajów w dziele pokoju, na długie lata potrzebnego zniszczonej wojną Europy.

Przyjazd p. min. Grandi'ego do Warszawy. Przechodzącego przed frontem zgromadzonych delegacyj kolonji włoskiej w stolicy naszego państwa p. ministra Grandi'ego (1) witali owacyjnie jego rodacy. W towarzystwie dostojnego gościa znajdowali się pp: min. spraw zagranicznych Zaleski (2) i ambasador hr. Martin Franklin (3).

Małżonka p. min. Grandi'ego. W bankiecie wydanym przez p. min. Zaleskiego na cześć przybyłego do Warszawy p. min. Grandi'ego (2), wzięła udział również jego małżonka (2), witana serdecznie przez gospodynię przyjęcia, p. min. Zaleską (3).

P. min. Grandi w Krakowie. Z żywem zainteresowaniem zwiedzał p. min. Grandi (1) wraz ze swoją małżonką (2) zabytki miasta Krakowa, na których genjusz renesansu włoskiego wycisnął swe dostojne piętno. Dłuższy czas goście wraz z p. min. Zaleskim i p. nacz. wydz. dr Guntherem zatrzymali się przed wielkim ołtarzem katedry na Zamku wawelskim, z trumną św. Stanisława.

Poświęcenie cmentarza wojskowego na Bielanach pod Warszawą. Przy sposobności pobytu p. min. Grandi'ego w Warszawie, nuncjusz paieski Monsgn. Marmaggi (x) dokonał w jego (1) obecności poświęcenia skromnych mogił na cmentarzu bielańskim, w którym spoczęło na wieczny sen około 800 poległych w wojnie synów Włoch - P. ministrowi Grandi'emu towarzyszyli pp.: min. Zaleski (2), ambasador hr. Martin Franklin (3) i płk Wieniawa-Długoszowski (4)

Źródło: Światowid nr 24 (306) - 21.06.1930, str.1-2

sobota, 12 lipca 2008

Młodzież etiopska pod znaku liktorskiego

W pojęciu faszystowskiej polityki kolonialnej - kolonje, a zwłaszcza ich czarni mieszkańcy, nie mogą być wyzyskiwani przez Macierz-Ojczyznę.
Etjopja wiec nie stanie się w rękach Italji cytryną, którą wyciska się do ostatniej kropli, aby nasyciwszy się, odrzucić wyschniętą. Wręcz przeciwnie, Włosi nie będą wyzyskiwać czarnych ludów Etjopji, lecz z nieuświadomionych uczynią uświadomionych, będą ich uczyć i wspomagać.
Lud abisyński (mówię tu o prawdziwym, krzywdzonym ludzie abisyńskim, nie opłaconym i psutym złotem wrogów Italji, lub bezpośrednio zainteresowanym w trwałości istniejącego systemu barbarzyńskiego rządu Negusa) zrozumiał to, a te dowody wiary i zaufania stanowią dla faszystow najwyższą nagrodę.
"Imperjum ludzi i ludu" — określił w dniu 3 października ub. roku w dniu ogłoszenia Imperjum Benito Mussolini.
I właśnie dlatego od pierwszego dnia rząd włoski zajął się palącem zagadnieniem zdrowotności kraju.
Obecnie każdy chory ma w Etjopji własne łóżko i dach nad głową, który go chroni od słońca i niepogody. Trędowaci są leczeni i pielęgnowani zgodnie z najnowszemi metodami. Z lekarzy wojskowych większość pozostaje jeszcze w tym kraju w celu zaprowadzenia higjeny i podniesienia zdrowotności. Misjonarze katoliccy, po większej części w mundurach wojskowych, niosą wszędzie swoją ofiarną pomoc.
Dzieci podlegają szczepieniu, słabsze zaś leczeniu. Nieco starsze, w wieku sześciu do ośmiu lat wcielane są do formacyj Balilla, tak samo jak w miastach i wsiach włoskich, jak w Rzymie lub Medjolanie. Dostają białe spodenki i czarne koszulki i podzielone są na bataljony po sto osób każdy. Głodu te dzieci nie muszą teraz zaspokajać żebractwem lub kradzieżami zboża i owoców, tak jak to miało miejsce dawniej. Obecnie mają swój własny nowozbudowany dom i własne świetlice, które rozbrzmiewają ich dziecięcymi głosikami. Dzieci nie tułają się po ulicach, są syte i wesołe, uczą się pisać w swych zeszytach, śpiewać Giovinezzę i oddawać "cześć" na sposób rzymski.
Co z nich wyrośnie w przyszłości? Pełni sił i wigoru pracownicy Cesarstwa, żołnierze, których Imperjum tak może być pewne, jak Rzym pewien był swych legionistów, którzy go umocnili własną krwią. Wiadomo, że dzieci włoskie ofiarowały wspaniałomyślnie swe podarki gwiazdkowe dzieciom etjopskim. Gwiazdka faszystowska, przyniosła tym dzieciom jedzenie, słodycze, zabawki. Któreż z nich dostawało pod rządami Negusa podarki na Boże Narodzenie i ma Wielkanoc? Pewien jestem, że pomysł zabawek dla Etjopji jest pomysłem czysto włoskim, tak samo jak idea wolności dla jej obywateli.
Podaję przykłady:
W Bessie, gdzie formacje młodzieży faszystowskiej są już bardzo liczne, z okazji choinki faszystowskiej wręczono dzieciom: przeszło 500 paczek, pozatem dyplomy i książeczki oszczędnościowe na 100 lirów każda, wręczone najlepszym uczniom tego miasta, odznaczonym za postępy w języku włoskim. W prowincji Galla i Sidama, gdzie błąkają się jeszcze resztki legendarnego wojska etjopskiego istnieje obecnie 5 szkół włoskich, zbudowanych w ciągu niewielu tygodni, wraz z ogrodami, natryskami i wszelkiemi urządzeniami. To już nie są czcze słowa, ale fakty niezbite. Włosi, jak widać, sięgnęli odrazu do podstaw, bo oni zrozumieli, że kolonizacja to ekspansja. To dla nich nie hazardowa impreza, lecz powolne i systematyczne budowanie trwałego bogactwa, które niewolnych stopniowo przemieni w wolnych, słabych w mocnych. Tak głęboki przewrót społeczny wymaga zdecydowanego podejścia. Nie wystarczy przejechać te ziemie konno wzdłuż i wszerz, nie wystarczy poszybować nad niemi potężnymi samolotami - trzeba jeszcze te ziemie kochać, użyźnić i uświęcić wybudowaniem nowych domów, uświęcić ogniskiem rodzin, które z nich uczynią Ojczyznę o zgóry wytkniętej przyszłości, o życiu i obyczajach zgodnych z rzeczywistemi potrzebami i uczuciami jej mieszkańców.
Luigi Cini

Źródło: Światowid nr 29 (675) - 17.07.1937, str.12

sobota, 7 czerwca 2008

Mussolini w Libji

W tych dniach powrócił Mussolini z podróży inspekcyjnej do Libji, gdzie był gorąco przyjmowany. W przemówieniach swych, wygłaszanych do tubylców w Trypolitanji Duce podkreślił, że jest zdecydowanym przyjacielem Islamu. Odwdzięczając się za tę przyjaźń, Arabowie wręczyli Mussoliniemu szablę Islamu. Nie potrzeba dodawać, że libijska podróż Mussoliniego posiada swą wymowę polityczną, w pierwszym rzędzie przeciwko Anglji.

Źródło: Światowid nr 13 (659) - 27.03.1937, str.9

piątek, 9 maja 2008

25-io lecie rządów Wiktora Emanuela III

Włochy obchodziły uroczyście 25-tą rocznicę wstąpienia na tron obecnego króla Wiktora Emanuela III. W całym kraju odbyły się entuzjastyczne manisfestacje, zwłaszcza bowiem od czasu, gdy w przełomowej chwili Wiktor Emanuel stanął po stronie Mussoliniego, idea monarchistyczna ma silne podstawy w całem społeczeństwie, a obecny król pozyskał sobie wdzięczność narodu bohaterskim współudziałem w wielkiej wojnie światowej. Kulminacyjnym punktem wszystkich uroczystości jubileuszowych był obchód rzymski. Nasze zdjęcie przedstawia jeden z jego malowniczych epizodów: grupę starożytnych rzymskich liktorów, kroczących w czasie pochodu historycznego z wiązkami rózg, które - jak wiadomo - są również godłem dzisiejszych faszystów włoskich.

Źródło: Światowid nr 25 (46) - 20.06.1925, str.20

poniedziałek, 5 maja 2008

Synowie Mussoliniego

Synowie Mussoliniego. Podczas ostatnich uroczystości w Rzymie z okazji powrotu eskadry morskiej italskiej, która odbyła podróż po Morzu Śródziemnem, zwracali na siebie uwagę synowie Benito Mussoliniego, Bruno i Vittorio, którzy w wyprawie tej wzięli udział, namiętnie przytem fotografując widoki po drodze.

Źródło: Światowid nr 40 (269) - 28.09.1929, str.3

niedziela, 4 maja 2008

Wielka nagroda Trypolisu

W Trypolisie został rozegrany po raz dziesiąty wyścig automobilowy o wielką nagrodę Trypolisu, będący w szeregu imprez automobilowych jedną z najpoważniejszych. Na starcie stanęła elita kierowców z Varzim, Chironem, von Stuckiem i Caracciolą na czele. Na znak dany przez gubernatora Libji, marsz. Balbo ruszyły maszyny w drogę. Trasa biegu wynosiła 524 km. Jako pierwszy przybył Achilles Varzi (Włoch) na maszynie niemieckiej "Auto-Union" w czasie 2.31,22 jadąc z przeciętną szybkością prawie 208 km na godzinę, jako drugi von Stuck ("Auto-Union"), jako trzeci Fagioli ("Mercedes-Benz") a jako czwarty Caracciola ("Mercedes-Benz")

Charakterystycznem jest, że wszystkie cztery nagrody zdobyły niemieckie wozy, a włoska "Alfa Romeo" usadowiła się dopiero na piątem miejscu. Dowodzi to, że niemiecka technika automobilowa porobiła w ostatnich czasach wielkie postępy, szczególnie w budowie wozów wyścigowych, będących jeszcze niedawno monopolem Włoch, Francji i Anglji.


Zwycięstwo Włocha wywołało żywy entuzjazm na trybunach, przepełnionych do ostatniego miejsca. Wśród widzów przeważały "kolorowe" twarze Arabów, Berberyjczyków, a nawet murzynów. Nie obeszło się bez wypadków,a na szczęście jednak nie były one groźne, ani dla maszyn ani dla ludzi.

Źródło: Światowid, nr 21 (615) - 23.05.1936, str.2

Nie wiadomo skąd dziennikarz wyssał te 524 km bo według wikipedii trasa wyścigu to 15 okrążeń toru liczącego 13,140 km

sobota, 12 kwietnia 2008

Zamach na Mussoliniego

Gdy Benito Mussolini, otwarłszy Kongres Chirurgów w Rzymie, schodził z Kapitolu, by wsiąść na samochód, jakaś szalona Irlandka, Violetta Gibson, dokonała na niego zamachu, na szczęście nieudanego. Zdjęcie nasze przedstawia Mussoliniego z plastrem na nosie na kanonierce Cavour, udającego się po zamachu w podróż do Trypolisu.

Źródło: Światowid nr 16 (89) - 17.04.1926, str.1

sobota, 29 marca 2008

Wojskowa misja włoska w Wilnie

W Wilnie bawiła wojskowa misja włoska pod dowództwem gen. Coselschi'ego, która na Mauzoleum z Sercem Marszałka złożyła symboliczną figurę rzymskiej wilczycy. Na zdjęciu członkowie misji u wejścia do Mauzoleum na Rossie dziękują tłumom za owacje.

Źródło: Światowid - 08.11.1936, str. 3

Generał Eugenio Coselschi (1889 - ?) - ciekawa postać, dawny sekretarz d'Annunzia, organizator swego rodzaju faszystowskiego odpowiednika Międzynarodówki Komunistycznej - CAUR, "w zależności od tego, z kim rozmawiał – dawał do zrozumienia, że jest pochodzenia dalmatyńskiego bądź polskiego"