Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1928. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1928. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2009

Pierwszy transport chorego samolotem sanitarnym

Niedawno lekarz naczelny 2 pułku lotn. otrzymał zapotrzebowanie od d-ra Stypy z Oddz. chirurg. szpitala św. Łazarza w Krakowie na samolot sanitarny, celem przewiezienia ciężko chorego na ropne zapalenie opłucnej, p. Jana Tabaczyńskiego, emer. lekarza weterynarji, lat 60, z Wólki Żydowskiej w powiecie pińczowskłm, odległej 90 km w linji powietrznej od Krakowa. Przewiezienie stamtąd chorego normalną drogą wymagałoby w najlepszym razie 13 godzin podróży, częściowo końmi, częściowo autobusem i w końcu koleją.
Wniosek był na przetransportowanie chorego samolotem sanitarnym do szpitala w Krakowie, gdzie miano uskutecznić zabieg chirurgiczny. Po porozumieniu się z Dowództwem 2 pułku lotn. i uzyskaniu zezwolenia szefa sanitarnego Korpusu, zarządzono wysłanie samolotu sanitarnego.
W dniu następnym przed południem wystartował samolot sanitarny 2 pułku lotn., z pilotem por. pil. Kaczmarczykiem, do powyższej miejscowości, gdzie po wylądowaniu na przygodnem lądowisku w polu i załadowaniu chorego, aparat odleciał o godzinie 14 min. 30 i wylądował spokojnie na lotnisku w Rakowicach o godzinie 15 min. 20.
Po przebyciu drogi powietrznej, wynoszącej 90 klm, w ciągu niespełna godziny chory czuł się dobrze, bez najmniejszej dolegliwości, i został natychmiast przewieziony oczekującem autem sanitarnem Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego do szpitala św. Łazarza.
Przybycia chorego oczekiwali na lotnisku: szef sanitarny Korpusu, pułk. dr. Korolewicz z ppłk, dr. Miziurą i kpt. dr. Wojewskim, naczelny lekarz Garnizonu, mjr. dr. Bartoszyński oraz dowódca 2 pułku lotn. mjr pil. Domes z kpt. pil. Wojciechowskim, d-cą esk. treningowej, kierownikiem służby sanitarnej lotniczej i naczelnym lekarzem 2 p. lotn., kpt. dr. Michalikiem.
Jest to pierwszy transport chorego cywilnego wojskowym samolotem sanitarnym w Krakowie, a zapewne i w całej Polsce.

Chory zostaje przeniesiony z samolotu do oczekującej obok karetki sanitarnej samochodowej pogotowia ratunkowego.

Na zdjęciu samolot sanitarny po Wylądowaniu na lotnisku. We wnętrzu kabiny chory W kożuchu na noszach. Miejsce pilota zajmuje por. pil. Kaczmarczyk, stoją od strony prawej ku lewej: kpt. dr Michalik, naczelny lek. 2 p. lotn., pułk. dr. Korolewicz, szef sanit. Korpusu, dr. Stypa, kpt. dr WojeWski, ppułk. dr. Miziura, mjr. dr. Bartoszyński i kpt. pil. Wojciechowski, dca esk. trening.

Źródło: Lot Polski nr 3 (54) - 03.1928, str.465

wtorek, 12 maja 2009

Odjazd króla Amanullaha z Warszawy do Moskwy

Na dworcu głównym w Warszawie król Afganistanu (X) wraz ze swoją małżonką i świtą pożegnał się z Prezydentem Rzeczypospolitej (XX), (zdjęcie górne na lewo), poczem pociąg Pana Prezydenta, wiozący władcę
Afganistanu w kierunku Moskwy, zatrzymał się m. i. na stacji kolejowej w Białymstoku, gdzie król (X) z wagonu kolejowego przyjął raport gen. bryg. Litwinowicza (XX), dow. O.K. Grodno (zdjęcie górne na prawo).

U góry: Pod stacją kolejową Kołosowo na wielkiej magistrali Warszawa—Niegorełoje—Moskwa wznosi się brama z napisem „Priwiet Raboczim Zapada" (Pozdrowienie Robotnikom Zachodu). Na przejazd króla Aman-Ullaha rząd bolszewicki pozostawił tę bramę, a tylko przybrał ją choiną i obok stałego napisu dodał drugi ze słowami „Priviet Szachu Afganistanu".

Na kilka minut przed przejściem pociągu sowieckiego król Aman-Ullah wraz z królową Suriją pozwolili specjalnie fotografowi naszemu dokonać zdjęcia, które niniejszem wraz z podpisem królewskim głoskami perskimi i łacińskimi reprodukujemy.

Na prawo: P. gen. Jadw. Sosnkowska spełniała reprezentacyjne funkcje przy królowej Afganistanu, przez cały czas pobytu pary królewskiej w Polsce. Według toalet p. Sosnkowskiej królowa Surija poczyniła zamówienia w Warszawie, odrazu kapelusze i toalety, wykonane według tych modeli, wioząc ze sobą w dalszą podróż.

Źródło: Światowid nr 28 (197) - 12.5.1928, str.4

poniedziałek, 11 maja 2009

Król Amanullah w Warszawie

Pan Prezydent Rzeczypospolitej (1) i Jego Małżonka (2), wydali w pierwszy dzień pobytu królewskiej pary afgańskiej (3 i 4) na jej cześć na Zamku Królewskim obiad, poczem towarzystwo przeszło do bocznych apartamentów na czarną kawę.

Raut u Pana Prezydenta Rzeczypospolitej na Zamku Królewskim na cześć afgańskiej pary królewskiej zgromadził najwytworniejsze towarzystwo Stolicy. W jednym z bocznych saloników fotograf nasz zdjął siostrę Królowej Afganistanu (1), wraz z pp. gen. Sosnkowską (2), kpt. Matuszewskim (3), ppłk. szt. gen. Fydą (4).

Dla uczczenia króla Aman-Ullaha Magistrat m. stoł. Warszawy zorganizował sztuczny pożar Opery i ściągnął dla gaszenia ognia straż pożarną. Ciekawym tym popisom (zdjęcie na lewo) przypatrywali się z balkonu Ratusza Król Afganistanu (1), Prezydent Rzeczypospolitej (2) i całe towarzystwo. Z balkonu zwisały flagi państwowe: Polski (na lewo) i Afganistanu (na prawo).

W program pobytu afgańskiej pary królewskiej wszedł również bankiet, wydany na jej cześć przez ministra spraw zagr. p. Augusta Zaleskiego (X)- Na bankiet przybyli Król Aman-Ullah (1) z Małżonką (2), Pan Prezydent Rzeczypospolitej (3) z Małżonką (4), nuncjusz papieski mons. Marmaggi (5), gen. Sosnkowska (6), ks. Janusz Radziwiłł (7) i in.

Przybyłą do Ratusza królewską parę afgańską (l i 2) oraz Pana Prezydenta Rzeczypospolitej i jego Małżonkę (3 i 4) i siostrę Królowej (5), witali pp. prezyd. m. inż. Słomiński (6), prezes Rady Miejskiej Jaworowski (7). wiceprez. Wilczyński (8). Wśród obecnych byli również gen. Sosnkowski (9), wojew. Jaroszewicz (10) i in.

Źródło: Światowid nr 28 (197) - 12.05.1928, str.2

środa, 22 kwietnia 2009

Z premjer teatralnych

Z Teatru Narodowego w Warszawie. Wystawiono tam ostatnio w nowej inscenizacji 5-cio aktową komedię Aleksandra hr. Fredry p. tyt. „Wielki człowiek do małych interesów". Zdjęcie nasze przedstawia scenę z aktu I, kiedy Dolski (p. Tadeusz Frenkiel) rozmawia z Anielą, siostrzenicą Jenialkiewicza (p. Gzylewska).

Z Teatru Letniego w Warszawie. Ostatnią nowością była tam 3-aktowa komedja Wincentego Rapackiego syna p.t. „Panna z dobrego domu". Podajemy tutaj scenę z aktu II, kiedy rozbawiona Hania, uchodząca za Ewelinę (p. Gorczyńska 1) wznosi toast na cześć gości pana domu, Tolka (p. Gielniewski 2), Luli (p. Szreniawa 3), Leosia (p. Kurnakowicza 4), Izydorka (p. Fertnera 5), Belli (p. Rożańska 6), Loli (p. Olska 7), Fifi (p. Grelichowska 8), tancerza (p. Skrzypkowski 9),Mary (p. Mielecka 10), tancerki (p. Czarnecka 11), Lucy (p. Zawadzka 12) i Wirskiego (p. Hnydzyński 13).

„Wielki człowiek do małych interesów". Tytułową rolę gra w tej komedji Fredry mistrz Mieczysław Frenkiel (1), w którego bogatym repertuarze Jenialkiewicz jest jedną z najwspanialszych kreacji. Razem z nim są na naszem zdjęciu z aktu 2. pp. Gzylewska (Aniela 2), Gawlikowski (jego totumfacki 3) i T. Frenkiel (Dolski 4).

„Turandot" w Poznaniu. Tamtejszy Teatr Polski wystawił ostatnio z niezwykłem powodzeniem znaną już z krakowskiej interpretacji baśń wschodnią Carlo Gozziego w przekładzie Zegadłowicza. Nasze zdjęcie przedstawia scenę między Kalafem (p. Godlewskim), a Turandot (p. Grabowską).

Źródło: Światowid nr 17 (194) - 21.04.1928, str.7

sobota, 28 marca 2009

Nowe hełmy Policji Państwowej

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zatwierdziło już wzory hełmów służbowych Policji Państwowej. Na naszem zdjęciu widać szeregowca (posterunkowego), przodownika i aspiranta P. P. uzbrojonych w nowe hełmy.

Żródło: Światowid nr 13 (34) - 28.03.1928, str.16

poniedziałek, 9 marca 2009

Z życia Polaków w Brazylji

Jeszcze przed wojną Brazylja stanowiła jedno z ognisk naszej zamorskiej emigracji. Obecnie, kiedy Stany Zjednoczone Am. Półn. w interesie „czystości rasy" ograniczyły europejską immigrację ściśle określonymi kontyngentami, wycbodźtwo polskie do Brazylji trwa w dalszym ciągu, mimo że w zmienionych warunkach politycznych ludność Polski nie potrzebuje już szukać chleba poza jej granicami, jak to było w czasie zaborów. Nie odstraszają emigrantów nawet trudne, niejednokrotnie bardzo trudne warunki bytowania, o których tylko od czasu do czasu dochodzą do kraju bardziej szczegółowe wiadomości. Działa tutaj bowiem niewątpliwie świadomość, że przybywszy do obcego kraju znajdzie się w nim już bądź co bądź swoich rodaków i nie utonie się wśród obcego żywiołu. To też o ile emigracja polska do Stanów Zjednoczonych, szczególnie w najnowszych czasach szybko podlega zasymilowaniu z miejscową ludnością i amerykanizuje się, to immigranci brazylijscy wydatniej utrzymują swoją odrębność narodową i religijną. Dzięki stosunkowo dość licznym księżom polskim, którzy służbę dla Boga łączą ze służbą dla Ojczyzny, Polacy brazylijscy pielęgnują starannie wyniesione z kraju tradycje narodowe i religijne i dzieci swoje w tym duchu wychowują. O ich łączności z Polską świadczy zresztą choćby ten fakt, że sami nieraz otrzymujemy od tamtejszych Polaków zdjęcia z ich życia. Tak jest i z załączonymi tutaj obrazkami, które ilustrują nietylko życie polskie w Brazylji jako takie, ale i ogólne warunki bytu w Brazylji, zwłaszcza w najliczniej przez Polaków skolonizowanym stanie Parana.

Kolonja Senador Corrcia (Parana). Na pierwszym planie szałasy dla nowoprzybyłych emigrantów polskich.

Kolonja Tamandaro w nadbrzeżnem paśmie górskiem Serra de Mar (Parana).

Wesele na kolonii Itaperussu. Drzewka na pierwszym planie to herva mate (miejscowy gatunek herbaty).

Oto jak podróżują nasi koloniści w Paranie.

Polscy koloniści, pracujący przy budowie gościńca do kolonji Cruz Machado (Parana).

Pierwsze domy na zakładającej się nowej kolonji polskiej Cruz Machado.

Źródło: Światowid nr 11 (188) - 10.03.1928, str.8

czwartek, 26 lutego 2009

Polski skaut w Ameryce

Polski skaut w Ameryce. Niejednokrotnie już mieliśmy sposobność ilustrowania wielkiej podróży po świecie, jaką rodak nasz, skaut J. Jeliński przedsięwziął na samochodzie. Obecnie dajemy widok z Cleveland w Stanie Ohio, gdzie p. Jelińskiego (X) witali entuzjastycznie nie tylko rodacy ale i miejscowy Klub Automobilowy, którego prezes p. Ohajo (XX) wręczył mu godność członka tego klubu

Źródło: Światowid nr 6 (183) - 04.02.1928, str.8

sobota, 14 lutego 2009

Oszuści przebrani w szaty duchowne

Oszuści, przebrani w szaty duchowne. W tych dniach aresztowano w Warszawie trzech oszustów, przebranych w szaty duchowne, którzy dokonali wielu kradzieży i oszustw. Podajemy ich fotografje, a mianowicie u góry na lewo Piotra Stanikowskiego, który ofiary swe hypnotyzował, na prawo Bolesława Matejaka, b. żandarma, poniżej zaś na prawo typowego „niebieskiego ptaka" Tomasza Zadębskiego.

Źródło: Światowid nr 8 (185) - 18.02.1928, str.4

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Nowe odznaczenie Prymasa Polski

Ojciec Święty przebywającemu w Rzymie ks. Kardynałowi Hlondowi przydzielił jeden z najpiękniejszych tamtejszych kościołów, Santa Maria delia pace, ufundowany przez Papieża Sykstusa IV, tego samego, którego sławę głosi Kaplica Sykstyńska. Zdjęcie nasze przedstawia chwilę, kiedy siedzący na tronie Prymas Polski w otoczeniu ks. biskupa Dubowskiego, prałatów Skirmunta i Florczaka oraz mons. Migone słucha czytania aktu donacyjnego tego kościoła, poprzednio przynależnego do zmarłego niedawno prymasa Irlandji.

Źródło: Światowid nr 5 (182) - 28.01.1928, str.4

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Lot w zaświaty

Skromny był sukces lotniczy braci Wright w grudniu roku 1903, gdy wykonali swój pierwszy wzlot, a raczej skok w powietrze, wynoszący niewiele metrów wysokości i 260 metrów długości. Mimo, że rezultat ten wydaje się nam dziś nikły, to jednak wywołał on w ówczesnym świecie niebywałą sensację, większą, aniżeli dalsze postępy w tej dziedzinie. Współczesny człowiek pragnie więc zdobyć przestworze i odwiedzić zaświaty, śni o ustaleniu normalnej i prawidłowej komunikacji a może i o wymianie dóbr duchowych no i towarów, przy użyciu środków pewnych i bezpiecznych; kursujących ze stuprocentową punktualnością. Pomysł nie nowy, bo już genjusz Vernego skostruował fantastyczny pocisk służący do podróży na księżyc, po nim i inni powieściopisarze przenosili swych bohaterów na różne planety, albo odwrotnie, kazali mieszkańcom tychże pojawiać się na ziemi.
W tych dziełach fantazji chodziło przedewszystkiem o dobre przeprowadzenie założenia literackiego i nikt się nie martwił, czy opisywane sposoby podróży międzyplenarnej mają jakąkolwiek techniczną rację.
P. Maksymiljan Valier wierzy w możliwość realnej podróży w zaświaty i gorąco propaguje tę myśl nie tylko w słowach, ale szuka też możliwości wydostania się poza sferę ziemi w odpowiednio zbudowanym aparacie.
Tu pomysły konstrukcyjne natrafiły na samym wstępie na kwestję stosownego motoru. Obecnie używane typy uważa p. Valier za nie nadające się do podróży międzyplanetarnej ze względu na znaczny stosunkowo ich ciężar i niedostateczną wydajność siły. Pragnie je więc zastąpić swego pomysłu motorem „rakietowym".
Obecne powodzenie lotnictwa w obrębie zamkniętej atmosfery ziemskiej już nie wystarcza dla twórczej ekspansji ludzkiego ducha, zaczyna mu być ciasno, duszno i nudno w obrębie tych granic w jakich natura do dziś nas trzyma — pragnie się więc wydobyć poza nie i pragnie fizycznie wzlecieć w te sfery, które dotychczas nawiedzała tylko myśl, wzrok i fantazja.

Wychodzi on z tego założenia, że samolot jak i statek poruszają się naprzód dzięki temu, że przy pomocy śmigi względnie śruby wyrzucają pewną masę poza siebie, a to nadaje im pęd naprzód. Natomiast jeżeli wystrzelimy pocisk z karabinu w próżni, albo w niej zapalimy rakietę, to mają one swój pęd nie dlatego, że wypierają poza siebie masę powietrza, gdyż w próżni jej niema, ale dzięki sile wybuchowej masy zamkniętej w urządzeniu. Stąd zaś wyciąga wynalazca wniosek, że w takim razie rakieta jest motorem, działającym dzięki wybuchowi zawartej w niej materji, i że pęd rakiety jest niezależny, nie wymaga obecności powietrza, może zatem poruszać się także w bardzo rozrzedzonej atmosferze względnie nawet w próżni, a więc poza ziemską atmosferą.
Sprawdzenie tych przesłanek przy pomocy formuł matematycznych nie zaprzeczyło im wcale, co więcej — przyniosło jeszcze dwa momenty przemawiające tu dodatnio. Mianowicie rakieta jako motor wchodzić może w rachubę tylko w tych okolicznościach gdzie panują bardzo wielkie przyśpieszenia ruchu, albo gdzie ma być utrzymana bardzo wysoka, jednostajna szybkość, niezmiernie daleka od tej do jakiej dochodzą motory dziś najszybsze.
Wystarczy powiedzieć, że p. Valier oblicza średnią szybkość lotu przy pomocy motoru rakietowego na 4.000 do 10.000 kilometrów na godzinę, a nawet dochodzi do 43.000 km. na godzinę, a ta szybkość wystarczyłaby na oderwanie się aparatu od atmosfery ziemskiej i wylecenie we wszechświat.

Teoretycznie jesteśmy więc już w przestworzu. Praktycznie trzymają nas jednak i nadal silnie ziemskie rzeczy, a przedewszystkiem materja. W motorze rakietowym należy zdaniem jego twórcy liczyć się z temperaturą obracającą się stale w wysokości około 2500 do 3000° i z ciśnieniem 25 do 30 atmosfer. Już samo napjęcie tych czynników wymaga zastosowanie konstrukcji i materjałów zupełnie wyjątkowych. Ustosunkowanie ciężaru motoru do efektywnej siły przez niego wytwarzanej musi również przejść w nową fazę, a autor projektu przewiduje konieczność uzyskania na jeden kg. wagi motoru 25 do 30 k. m. siły, co nie jest wygórowane, gdy zważymy, że działa dają w momencie wystrzału 150 a nawet więcej k. m. na l kg. wagi lufy armatniej.
Drugiem zagadnieniem jest skombinowanie stosownego materjału wybuchowego, któryby przy najmniejszym ciężarze własnym i objętości, dawał największą siłę pędu, zapewniał swobodne regulowanie zarówno częstości jak i siły wybuchów, zaś dla samego motoru przedstawił w użyciu bezwzględne bezpieczeństwo.
Autor pomysłu wierzy w szczęśliwe rozwiązanie wszystkich trudności przez doświadczenia i prace laboratoryjne. Dla zebrania dostatecznej ich sumy odstępuje on narazie od budowy w obecnej już chwili swych dalekobieżnych, międzyplenarnych aparatów, a pragnie stworzyć przy pomocy aparatów rakietowych takie połączenie z Ameryką ażeby całą przestrzeń z Europy do Ameryki, można było przebyć w ciągu kilku godzin.
Zamierzenia p. Valier są ambitne, ale utopijność ich jest tylko pozorna. Nie znaczy to, żeby podróż w zaświaty była kwestją tylko kilku lat, jednak z tego ogromnie odległego celu jaki sobie autor pomysłu postawił, jeżeli w jego podstawowem założeniu tkwi zdrowe ziarno zdolne do rozwoju, wymknąć może nie jeden wynalazek nowy i pożyteczny.

Źródło: Wynalazki i odkrycia, nr 1 (3) - kwiecień 1928 r. - str. 15-17

Okładka książki Feliksa Burdeckiego, "Podróże międzyplanetarne", Książnica Atlas, Lwów-Warszawa 1929

niedziela, 28 grudnia 2008

Wielkie polowanie w Dawidgródku

Do rzadkości należą już i u nas wielkie polowania, chociaż niegdyś Polska z nich słynęła nawet zagranicą. W ostatnich dniach odbyło się takie polowanie u ks. Karola Radziwiłła w Dawidgródku. Nasze zdjęcie przedstawia uczestników polowania, pomiędzy którymi są pp. Zdzisław hr. Tarnowski z Dzikowa (1), J hr. Potocki (2), J. hr. Szołdrski (3), Roman hr. Potocki (4), arcyks. Karol z Żywca (5). Tomasz hr. Zamoyski (6), Paweł hr. Potocki (7), Hieronim ks. Radziwiłł (8), ord. Maurycy hr. Zamoyski (9), Karol ks. Radziwiłł (10).

Źródło: Światowid nr 7 (184) - 11.02.1928, str.20

wtorek, 9 grudnia 2008

Pierwszy lot kobiecy nad Atlantykiem

Było do przewidzenia, że po kilku lotach ponad Atlantykiem, dokonanych przez mężczyzn, podejmie się podobnego przedsięwzięcia także i kobieta. Na terenie spółczesnej emancypacji dziedzina sportów może najwięcej nęci kobiety, w innych bowiem, niemal bez wyjątku, równouprawnienie obojga płci jest już zupełnie przeprowadzone. Ale i w tej ostatniej dziedzinie, w sporcie, kobieta wykazuje w ostatnich latach zdolność do pełnego współzawodniczenia z mężczyznami. Wystarczy przypomnąć np. nazwiska mistrzyni tennisu Zuzanny Lenglen, albo Gertrudy Ederle, która przepłynęła Kanał La Manche, albo wreszcie naszej p. Konopackiej, biorącej z łatwością nieosięgnięte dotychczas przez mężczyzn rekordy w rzucie oszczepem. Tą pierwszą kobietą, która pozazdrościła mężczyznom sławy przelotu ponad oceanem, jest Amerykanka miss Amelja Earhart z Bostonu w Stanach Zjednoczonych, licząca 29 lat. Na hydroplanie „Przyjaźń" wyleciała ona z Ameryki do Europy, a chociaż po 22-godzinnym locie zmuszona była opuścić się w Burry Port w księstwie Walji, nie doleciawszy do Londynu, to jednak zasadniczo przedsięwzięcia swego szczęśliwie dokonała.

Hydroplan „Przyjaźń" (Friedenship), na którym miss Earhart wraz z towarzyszami dokonała przelotu ponad Atlantykiem.

Miss Amelja Earhart (x)w towarzystwie mechanika Gordona (1) i pilota Stultza (2), po wylądowaniu w Burry Port w Walji.

Źródło: Światowid nr 27 (204) - 30.06.1928, str.5

czwartek, 4 grudnia 2008

Raid lotniczy Małej Ententy


W ubiegłym tygodniu odbył się wielki raid lotniczy wokoło państw Małej Ententy i Polski. Obok lotników czeskich, rumuńskich i jugosłowiańskich, reprezentujących państwa Malej Entente'y brali również udział w tym locie okrężnym i lotnicy polscy. Start do lotu odbył się w Pradze Czeskiej, skąd droga prowadziła przez Kraków, Warszawę, Lwów, Bukareszt, Białogród, Zagrzeb, Brno z powrotem do stolicy Czechosłowacji. Do mety przybyło szczęśliwie 5 samolotów rumuńskich, 4 jugosłowiańskie, 4 czechosłowackie i trzy polskie. Przebyto przestrzeń 3111 km w czasie od 15—18 godzin. Pierwsze miejsce zajął aparat czeski, drugie rumuński, szóste polski. Zdjęcia nasze przedstawiają dwa etapy lotu: (na lewo) postój samolotów w Krakowie na lotnisku rakowickiem oraz maszynę rumuńską na lotnisku mokotowskiem w Warszawie.

Źródło: Światowid nr 34 (211) - 18.08.1928, str.15

piątek, 21 listopada 2008

Świętokradztwo w Warszawie

Od dłuższego już czasu grasowała na terenie Warszawy jakaś banda świętokradców, przed którymi żaden kościół nie był bezpieczny. Dopiero w ostatnich dniach urzędowi śledczemu w Warszawie udało się wykryć zbrodniarzy i skonfiskować u paserów znaczną liczbę skradzionych przedmiotów z różnych kościołów warszawskich, przeważnie wotów (zdjęcie dolne) oraz wagi, próbki i rozmaite przyrządy, którymi przestępcy posługiwali się przy ocenianiu wartości wotów - zdjęcie górne.

Źródło: Światowid nr 22 (199) - 26.05.1928, str.4

czwartek, 13 listopada 2008

Zjazd rabinów małopolskich we Lwowie

Zjazd rabinów małopolskich we Lwowie. Przy udziale wielu rabinów, pomiędzy którymi niebrakło i najsłynniejszych obradował we Lwowie zjazd, który obok dyskusji nad sprawami kultu religijnego wyraził również wezwanie do Żydów, by współpracowali z rządem. Jak wiadomo rabinom ortodoksom niewolno się fotografować, to też zdjęcia nasze, z których pierwsze przedstawia typy przybyłych na zjazd rabinów, drugie tłum Żydów przed domem, gdzie mieszkał rabin z Bełzca, dokonane zostały ukradkiem, czem tłómaczy się ich techniczna niedoskonałość.

Źródło: Światowid nr 2 (179) - 07.01.1928, str.4

poniedziałek, 3 listopada 2008

Pomnik dla poległych

Pomnik dla poległych, czyli dowód niemieckiego braku smaku. Niemcy stawiają obecnie szereg pomników dla poległych w wielkiej wojnie. Świeżo postawili w Düsseldorfie pomnik dla poległych strzelców pułku Ludendorffa. Pomnik ten, który kroi na gigantyczność i siłę, jest nieudolnym naśladowaniem Sfinksa i razi swym brakiem smaku i ciężkością iście teutońską.

Źródło: Światowid nr 45 (222) - 06.11.1928, str.15

sobota, 25 października 2008

Nowy pożyteczny wynalazek

Nowy pożyteczny wynalazek w dziedzinie automobilizmu. Zderzak ze specjalnie preparowanego kauczuku.

Źródło: Naokoło Świata, nr 50 - czerwiec 1928

wtorek, 14 października 2008

Ślizgowiec Pana Prezydenta

W państwowych zakładach lotniczych na Mokotowie w Warszawie został zbudowany ślizgowiec dla użytku P. Prezydenta. Projekty sporządził inż. J. Dąbrowski: próby odbyte w tych dniach dały wyniki nader pomyślne. Waga ślizgowca 1500 kg, szybkość 80 km na godzinę, silnik posiada moc 180 KM. Aparat może pomieścić 6-10 osób. Na zdjęciu naszem widzimy ślizgowiec P. Prezydenta podczas próby.

Źródło: Światowid nr 39 (216) - 22.09.1928, str. 8

wtorek, 7 października 2008

Dziesięciolecie S.H.S.

Zjednoczone królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców obchodzi obecnie dziesięciolecie swego istnienia. Ku upamiętnieniu tej rocznicy buduje się w stolicy S.H.S. Belgradzie, który tak bardzo przez wojnę ucierpiał, wspaniały budynek parlamentu. Tymczasem posiedzenia skupsztyny odbywają się w starym budynku w Belgradzie, który przedstawia nasza ilustracja. budynek ten jest , jak widać więcej niż skromny.

Źródło: Światowid nr 49 (226) - 01.12.1928, str.8

sobota, 13 września 2008

Poszukiwanie skarbów brazylijskich w Wiśle


Poszukiwanie skarbów brazylijskich w Wiśle. W poselstwie brazylijskim w Warszawie skradziono niedawno wiele kosztowności, które złodzieje wrzucili do Wisły. Obecnie sprowadzono z Gdyni nurków Marynarki Wojennej polskiej, którzy w głębinach Wisły naprzeciwko Elektrowni szukają tych skarbów.

Źródło: Światowid nr 7 (184) - 11.02.1928, str.4