Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestępczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestępczość. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 czerwca 2009

Bodo przed sądem

BODO PRZED SĄDEM. Znany artysta E. Bodo stawał przed warsz. Sądem okr. oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku samochodowego pod Łowiczem, w którym zginął artysta teatru „Morskie Oko" śp. Holand. Sąd skazał Bodę na 6 miesięcy wiezienia, z zawieszeniem kary na 3 lata. Na zdjęciu sala rozpraw, pierwszy od prawej Bodo. Nosi on obecnie brodę, którą zapuścił, aby grać rolę Araba w filmie Ossendowskiego, nakręcanym w Algierze.

Światowid, nr 23 (408) - 04.06.1932, str.5

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Kapturowy mord we Lwowie


Fragment ulicy Grodzickich we Lwowie, bezpośrednio po dokonaniu mordu. Na lewo w bramie zwłoki studenta Bereźnickiego.

Morderca Iwan Mycyk.

Niżej: Zwłoki Eugenjusza Bereźnickiego.

Na prawo: Tłum usiłuje zlinczować mordercę.

Źródło: Tajny Detektyw nr 23 - 21.06.1931, str.1, 13

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Muzeum Policji Państwowej w Warszawie

Kurator i współzałożyciel Muzeum aspirant Zygmunt Gałka. Naprawo: złodziejskie nożyce do przecinania najgrubszych kłódek, na lewo: rak do przecinania kas pancernych.

Masywna kłódka, przecięta nożycami złodziejskiemi.

Płaskie naczynie używane do szmuglowania spirytusu przez granice.

Charakterystyczny kaftan, uszyty ze skóry, cały nabijany ostremi gwoździami, którego używał jeden z bandytów dla celów samoobrony.

Krótkie karabinki bandytów kresowych, którzy byli plagą naszych ziem wschodnich w latach 1921 do 1925. U dołu: noże, boksery i inne narzędzia mordu, znalezione przy zwłokach.

Źródło: Światowid nr 17 (350) - 25.04.1931, str.7

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Koepenikjada w Poznaniu

Koepenikjada w Poznaniu. W tych dniach dwóch bezrobotnych, przebrawszy się w mundury generała i majora, przybyli nocą do koszar 57-go p.p., gdzie zamierzali dokonać próbnego alarmu. Zasadnicza jednak nieznajomość prawideł wojskowych, jako też rażące braki w mundurach obu rzekomych oficerów spowodowały na tychmiastowe aresztowanie i zdemaskowanie obu oszustów, którymi okazali się Władysław Miara (generał) i Jan Kusiałek (major). Zdjęcie nasze przedstawia obu tych oficerów (!)

Źródło: Światowid nr 13 (295) - 05.04.1930, str.4

niedziela, 29 marca 2009

"Cuda" suchej kopalni w Borysławiu

Minęły tak zwane „złote czasy" borysławskie, kiedy to, jak mówiono, garściami zbierać można było pieniądze w tamtejszych sławnych błotach, Z dnia na dzień coraz mniejsze smugi dymów uchodzą z wież wiertniczych, zasłaniając nieboskłon, a coraz więcej kopalń z powodu wyczerpania żył ropnych zamyka swą działalność. Nowe wiercenia i poszukiwania ropy są ryzykowne i wymagają znacznego kapitału. Nie każdego stać na to.
Z faktem tym nie chcą się pogodzić mniejsi i więksi „bruttowcy", których kiesy są z tego powodu coraz mniejszemi dawkami dolarów zasilane. By wybrnąć z niekorzystnej dla siebie konjunktury, wpadają nieraz na rafinowane pomysły, dopuszczając się niebywałych manipulacyj oszukańczych, zakrojonych na olbrzymią skalę i świadczących o dużej inwencji przestępczej.
Na własnej skórze odczuło to niedawno jedno z największych przedsiębiorstw naftowo-przemysłowych, Sp. akc. „Galicja" w borysł. Zagłębiu naftowem.
Obejrzyjmy więc przebieg istotnie sensacyjnej afery, która ostatnio ujawniła się w Borysławiu i wywołała tam i w szerokiej okolicy olbrzymie wrażenie.

Ropa, która w tajemniczy sposób ulatniała się ze zbiorników...

Kierownictwo wyżej wspomnianej firmy zauważyło już w roku 1927 po raz pierwszy, systematyczne ulatnianie się drogocennego płynu z olbrzymich zbiorników „Galicji". Pomimo bacznej obserwacji", roztoczonej nad skomplikowanemi urządzeniami kopalnianemi, zagadki nie zdołano rozwiązać. Ropa uciekała, jakby się ulatniała...
Interpolowany kilkakrotnie odpowiedzialny za to kierownik tzw. tłoczni, Gottlieb Unterschutz, wykazywał zapiskami oraz licznikami zegarowemi, przez które każda kropla ropy musi przejść, zanim znajdzie się w zbiornikach, że wszystko jest w najlepszym gorządku. A tymczasem ropa wciąż znikała...
Nie było więc innej rady, jak zwrócić się do pomocy czynników śledczych, to jest do organów policji.

Policja przy pracy.

Z niezwykłą energją przystąpił borysławski komisarjat P.P., pozostający pod wytrawnym kierownictwem kom. Kornela Stejki, do żmudnych studjów nad rozwiązaniem tej niebylejakiej zagadki.
Już wstępne dochodzenia, prowadzone przez specjalistów w tej dziedzinie st. przodownika Flinta, st. posterunkowych Wojnowskiego i Lenarta, oraz przodowników służby śledczej Bafję i Kuczyńskiego, naprowadziły niespodziewanie na ślad olbrzymiej afery oszukańczej, niepamiętnej od szeregu lat w Zagłębiu borysławskiem.

Złotodajne kopalnie... wody.

Stwierdzono, że ośrodkiem całej afery była kopalnia „Maryna", będąca własnością znanego przemysłowca, Hermana Dienstaga. Kopalnia ta sprawiała mu wielki kłopot, polegający na tem, że była ona tak zw. „zagwożdżoną" czyli nie posiadającą w swoim otworze ani kropli ropy. Wody było tam natomiast pod dostatkiem. To też wydzierżawił ją znanemu w kołach naftowych Maurycemu Schutzmanowi, który niebawem okazał się istnym cudotwórcą.... Oto lotem błyskawicy rozeszła się po Zagłębiu wieść, że w „Marynie" odkryto niezmiernie obfitą, żyłę ropną, mogącą przez dłuższy czas nasycać kolosy zbiorników np. rafinerji „Galicji".
W czasie tym „Maryna", zawartym kontraktem z „Galicją", zobowiązała się dostarczać jej cennego płynu ropy — „póki zapas starczy". Ropa więc latami spływała do zbiorników „Galicji", tłoczona tamże specjalnie zbudowanemi rurociągami. Na skutek jednak poufnie otrzymanych informacyj, na tej właśnie „cudownej" kopalni spoczęło baczne oko władz śledczych. Przeprowadzone pewnego dnia ściślejsze obserwacje, spowodowały nagły wybuch bomby...
Co się bowiem okazało? Oto dna wszystkich trzech otworów kopalnianych zawierały wprawdzie płyn, ale był on najczystszą w świecie wodą. Jedynie cienka warstwa górna, dla pozoru nieznacznie pokryta była ropą.
Było to dziełem rodziny Schutzmanów: tatusia Zygmunta, oraz synów Maurycego, Henryka (główna sprężyna afery) i Izydora.

Tajemnicza wędrówka wody i ropy...

Labirynty mrocznej zagadki powoli zaczęły się rozjaśniać.
Ze zbiorników „Galicji", w kórych znajdowała się ropa, wydobyta z własnych kopalń, oraz nabywana w innych firmach, kierownik tłoczni „Galicji" Gottlieb Unterschutz, mniej cudownie, ale zato sprytnie zaopatrywał suche dna „Maryny" ropą (!!) ściągając ją specjalnemi rurociągami podziemnemi z pominięciem licznika, znajdującego się w tłoczni.
Ta sama ropa odbywała następnie już oficjalnie powrotną wędrówkę, z tą różnicą, że tym razem szła przez licznik, który następnie kontrolowany przez inżynierów, wykazywał zgodność z zapiskami w księgach, oraz wypłacanemi na tej podstawie sumami banknotów dolarowych, które nieustannie przez szereg lat ginęły w przytulnych kieszeniach rafinowanych „nafciarzy" Schutzmanów, godnych stanąć w rzędzie międzynarodowych aferzystów w najwyższym stylu.
Czasami na odmianę tłoczono do cierpliwych zbiorników zwyczajną wodę, która również wprawiała
w ruch licznik. Bocznym rurociągiem spuszczano ją następnie do potoku. Słowem „cuda" się mnożyły, a cierpliwy licznik zapisywał je na dobro pomysłowych Schutzmanów.

Sieć aferzystów rozgałęzia się..

Zdawało się, że z chwilą ujawnienia powyższych szczegółów skończy się praca władz śledczych. Był to jednak tylko prolog niesłychanie rozgałęzionej sieci aferzystów, wydobywających z suchego dna szeregu innych kopalń płyn ropny...
Akcja poczęła się szybko toczyć naprzód. Idąc po nitce do kłębka, władze policyjne znalazły się pewnego dnia w mieszkaniu niejakiego Oskara Rosenmana w Mrażnicy. Znaleziono tam ukrytą w łóżku żelazną kasetę, która przyniosła rewelacyjny materjał, będący cenną lampą dla rozjaśnienia tła afery.
Tajemnicza kasetka zawierała niemały skarb, bo 50.000 dolarów i kilka sztuk weksli z podpisami Leopolda Unikla. Sensację wywołał fakt, że do kasety... nikt nie chciał się przyznać. Zdołano jednak stwierdzić osobę właściciela, którym wreszcie okazał się właśnie kierownik tłoczni Gottlieb Unterschuz.
Kim jest Leopold Unikiel? Znany właściciel szeregu kopalń w Zagłębiu borysławskiem. Kopalnie „Kapela" I, II, III, „Ludwik", „Nadzieja", „Felicjan" i „Borysławski" są jego własnością. Pomimo, że żyły ropy w nich dawno były wyczerpane, kopalnie te wydały w roku 1930 tłoczni „Galicji" przeszło 50 wagonów ropy, jak obecnie ustalono, wyżej opisanym sposobem „cudownych" przewodów.

Polowanie na aferzystów.

Po ujawnieniu tych sensacyjnych szczegółów powstała zrozumiała panika wśród mniejszych i większych „przemysłowców" naftowych, z których codziennie po kilku ulatniało się z Zagłębia. Urządzono na nich formalne polowanie w Borysławiu, Drohobyczu, Stryju, Samborze, a nawet i Wiedniu. W nieubłaganej sieci policyjnej znalazło się wnet 12 głównych macherów, przeciwko którym sporządzono i odesłano do sądu okr. w Samborze doniesienie karne, obejmujące 300 arkuszy pisma maszynowego.
Za kratkami więć znaleźli się: Zygmunt, Maurycy, Henryk i Izydor Schutzmanowie, Dmytro Jakób, Izer Wilf, Gotlieb Unterschutz, Zenon i Stanisław Kolarz, Leopold Unikiel, Herman Sontag, Herman Dienstag i Matias Buchband.
Jeśli zajrzymy za kulisy afery, to ujrzymy głównego jej aktora, niemieckiego poddanego Gottlieba Unterschutza, którego karjera przypomina fantastyczny scenarjusz filmowy.
Człowiek to bowiem prosty, bez elementarnego wykształcenia, obdarzony jednak niebywałem sprytem i tupetem, był początkowo zwyczajnym dozorcą w kopalni „Galicji". Szybko zaawansował na tzw. odbiorcę ropy i doszedł do stanowiska kierownika tłoczni z płacą miesięczną około 3.000 miesięcznie. Drogą ujawnionych obecnie rzeczywiście rafinowanych manipulacji doszedł w krótkim czasie do majątku, wartającego obecnie około pół miljona złotych.
Sensacyjna ta sprawa nie dobiegła jeszcze końca. Niebawem usłyszymy dalsze z niej rewelacje, przyczem, jak wykazuje toczące się w dalszym ciągu śledztwo, liczba aresztowań powiększy się w trójnasób.
„Galicję" czeka jeszcze gwałtowna burza wewnętrzna z jej akcjonarjuszami z powodu poniesienia, przez nich strat, idących w miljony złotych.

Hen. Lip.

Żródło: Tajny Detektyw nr 12 - 05.04.1935, str.7-10

środa, 4 marca 2009

Morderca na zamówienie

Morderca na zamówienie. W tych dniach toczył się w Keczkemet na Węgrzech proces przeciwko niejakiemu Fischlowi, który w wagonie kolejowym zamordował handlarza wina Steinherza. W toku dochodzenia okazało się, że Steinherz dokonał tej zbrodni na zamówienie swej ofiary, która chciała w ten sposób zapewnić swej żonie prenmję asekuracyjną. W ostatniej chwili proces ten odroczono celem uzupełnienia śledztwa. Zdjęcie przedstawia Steinherza na ławie oskarżonych.

Źródło: Światowid nr 9 (394) - 27.02.1932, str.4

piątek, 20 lutego 2009

Proces o zabójstwo śp. Igi Korczyńskiej w Warszawie


Obok: Śp. Iga Korczyńska, tancerka z teatru „Ananas" w Warszawie, zastrzelona w sierpniu ub. r. przez swojego narzeczonego Drożyńskiego.

W kole: Drożyński, zabójca śp. Igi Korczyńskiej, prowadzony pod konwojem na salę sądową.

Poniżej: Grupa publiczności, wśród której przeważają artystki teatrów warszawskich, przysłuchująca się rozprawie.

Źródło: Światowid nr 19 (404) - 07.05.1932, str.18

sobota, 14 lutego 2009

Oszuści przebrani w szaty duchowne

Oszuści, przebrani w szaty duchowne. W tych dniach aresztowano w Warszawie trzech oszustów, przebranych w szaty duchowne, którzy dokonali wielu kradzieży i oszustw. Podajemy ich fotografje, a mianowicie u góry na lewo Piotra Stanikowskiego, który ofiary swe hypnotyzował, na prawo Bolesława Matejaka, b. żandarma, poniżej zaś na prawo typowego „niebieskiego ptaka" Tomasza Zadębskiego.

Źródło: Światowid nr 8 (185) - 18.02.1928, str.4

czwartek, 12 lutego 2009

Udaremnione włamanie do Kasy Głównej Urzędu Pocztowego w Warszawie

Komisja złożona z Gen. Dyrektora Poczt i Telegr. J. Moszczyńskiego (1), Komendanta Policji Państwowej na m. Warszawę Czyniewskiego (2), prez. warsz. Dyrekcji Poczt i Tel. Seidlera (3), przeprowadza przy pomocy strażników pocztowych: A. Piotrowskiego (4) i Sztuki (5), oraz posterunkowych: Puzia (6), Kanka (7) i Figielskiego (8), którzy udaremnili włamanie, badanie otworu kanałowego (x), przy pomocy którego włamywacze mieli dostać się do Kasy. Krata w otworze widoczna na zdjęciu, założona została już po wykryciu zamierzonego włamania. W ten sposób udało się dzięki czujności posterunkowych udaremnić zuchwały plan, który w razie urzeczywistnienia przyniósłby znaczne szkody skarbowi pocztowemu.

Źródło: Światowid nr 7 (26) - 14.02.1925, str.4

środa, 21 stycznia 2009

Maruszeczko skazany powtórnie na śmierć

Maruszeczko, zeznający przed Sądem Karnym w Katowicach. Obok niego współoskarżony Sparzyński. W pośrodku przy stole obrońca z urzędu, adwokat dr Zdzisław Arzt. Skazany na karę śmierci za morderstwo wywiadowcy policyjnego bandyta Nikifor Maruszeczko stawał obecnie po raz drugi przed Sądem, tym razem w Katowicach, gdzie odpowiadał za dwa zabójstwa dokonane, trzy usiłowane, oraz za rabunek, i został skazany powtórnie na karę śmierci przez powieszenie. Sparzyńskiego Sąd uniewinnił. Na zdjęciu Maruszeczko, udający się na salę rozpraw w silnej asyście policyjnej.

Źródło: Światowid nr 10 (708) - 05.03.1938, str.11

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Zastrzelenie niebezpiecznego bandyty

Zastrzelenie niebezpiecznego bandyty. Jeden z towarzyszy głośnego bandyty Zielińskiego Soja padł w walce z policją w pobliżu cmentarza Powązkowskiego w Warszawie od kul wywiadowców i w ten sposób zlikwidowana została ta groźna banda.

Źródło: Światowid nr 2 (127) - 08.01.1927, str. 13

piątek, 21 listopada 2008

Świętokradztwo w Warszawie

Od dłuższego już czasu grasowała na terenie Warszawy jakaś banda świętokradców, przed którymi żaden kościół nie był bezpieczny. Dopiero w ostatnich dniach urzędowi śledczemu w Warszawie udało się wykryć zbrodniarzy i skonfiskować u paserów znaczną liczbę skradzionych przedmiotów z różnych kościołów warszawskich, przeważnie wotów (zdjęcie dolne) oraz wagi, próbki i rozmaite przyrządy, którymi przestępcy posługiwali się przy ocenianiu wartości wotów - zdjęcie górne.

Źródło: Światowid nr 22 (199) - 26.05.1928, str.4

niedziela, 16 listopada 2008

Bunt więźniów w Świętym Krzyżu pod Kielcami

Opinją publiczną wstrząsnął bunt więźniów długoterminowych w więzieniu w Świętym Krzyżu. Zdjęcie nasze przedstawia ogólny widok z drogi, prowadzącej do więzienia. Na pierwszym planie budynek straży bezpieczeństwa, za nim właściwe więzienie, w tyle sylweta szczytu kościoła.

Zdjęcie nasze przedstawia zmobilizowanych z Kielc członków Policji Państwowej, usiłujących przedostać się przez mur do zabudowań więziennych, by zdusić bunt, grożący w razie rozszerzenia się nieobliczalną katastrofą. Dzięki energji władz udało się bunt rychło poskromić.

Na zdjęciu widoczna jest na lewo baszta narożna, którą opanowali zbuntowani więźniowie, broniąc się stąd zaciekle. Na pierwszym planie, całkiem na prawo, stoi budynek administracji, w którym więźniowie owładnęli karabinami i nabojami. Za nim ku stronie lewej są ustępy, które zbuntowanym również posłużyły jako forteca.

Zdjęcie nasze przedstawia wejście do więzienia ciężkiego na Świętym Krzyżu oraz oddział przybyłej z Kielc policji, która bez względu na grożące jej niebezpieczeństwo ze strony zdecydowanych na wszystko więźniów zdołała przyjść z pomocą straży więziennej i wspólnie z nią przy udziale wojska opanować groźną sytuację.

Źródło: Światowid nr 40 (61) - 03.10.1925, str.8

środa, 12 listopada 2008

Okręt widmo w Gdyni

W tych dniach przybył do Gdyni osławiony okręt skazańców „Chaco", który wysadził na ląd kilku obywateli polskich, wysiedlonych z Argentyny, jako "uciążliwych obcokrajowców".
Pojawienie się tego okrętu wywołało wielką sensację, gdyż pisano o nim od dłuższego czasu, a to w związku z tem, że żadne państwo europejskie nie chciało go wpuścić do swoich portów i wzbraniało się przyjąć "ładunku", który on wiózł. Powtóre opowiadano sobie wprost straszne rzeczy o reżimie, jaki panuje na tym statku. — Wszystkie te wiadomości okazały się mocno przesadzone. Skazańcy, którzy wylądowali w Gdyni, nie przedstawiali się groźnie. Żaden z nich nie pobrzękiwał łańcuchami, ani nie miał żadnych morderstw i podpaleń na swojem sumieniu. Byli to poprostu przestępcy polityczni. Także kapitan okrętu zaręczał, że ze "zbrodniarzami" obchodził się poprawnie, a kary spotykały jedynie tych, którzy usiłowali wyłamać się z rygoru.
Tak jednak, czy owak, legenda o okręcie-widmie rozwiała się. Pozostało tylko po niej kilku nowych przybyszy, którzy ciekawie rozglądając się po Polsce dawno niewidzianej wołają: jak tu jednak u was dobrze!

Źródło: Światowid nr 21 (406) - 21.05.1932, str.11

poniedziałek, 27 października 2008

Pościg za bandytą

Pościg za bandytą. Straszliwy bandyta Wiktor Zieliński jest ciągle nieuchwytny, morduje ludność i policjantów, chodzi po ulicach Warszawy, to znowu ginie w lasach woj. warszawskiego. Policja tropi go, jak dotąd bezskutecznie. Z naszych zdjęć u góry pierwsze przedstawia przyjazd warszawskiej Szkoły Policyjnej do Piaseczna, celem wzmocnienia pierścienia obławy na bandytę. Zdjęcie u góry podaje najbliższego przyjaciela i "współpracownika" krwawego bandyty Zielińskiego, niejakiego Władysława Łukowskiego zwanego "Rudym Władkiem:, którego ujęto właśnie podczas tej obławy.

Źródło: Światowid nr 41 (114) - 09.10.1926, str. 4

sobota, 18 października 2008

Strzały w kościele

Cała Polska została wstrząśnięta wiadomością o potwornem morderstwie, którego ofiarą padł w czasie pełnienia swych obowiązków duszpasterskich ś.p. ks. Streich, proboszcz kościoła parafjalnego w Luboniu w Wielkopolsce. Zbrodniarz, nazwiskiem Wawrzyniec Nowak, ukrywszy się w kościele, oddał do ks. Streicha trzy strzały z rewolweru automatycznego, celując w skroń i pierś. Następnie ostrzeliwując się osobom, które chciały go ująć, zwrócił się z prowokacyjnym okrzykiem pod adresem dzieci, oświadczając, że mordu dokonał, bo jest komunistą. Z trudem udało się policji wyrwać mordercę z rąk tłumu, który dokonał na nim samosądu i pobił go dotkliwie. Władze śledcze ustaliły, że Nowak przygotował drobiazgowo plan zgładzenia ks. Streicha i że miał wspólnika w osobie niejakiego Sobczaka, u którego mieszkał. Pogrzeb tragicznie zmarłego, powszechnie szanowanego kapłana odbył się przy udziale olbrzymich tłumów, które w żałobnem skupieniu kroczyły za trumną kapłana, ofiary zbrodniczego wywrotowca. Strzały bowiem oddane w kościele w Luboniu do kapłana, który właśnie miał nieść słowo Boże dzieciom, zbudziły społeczeństwo, otworzyły mu oczy i kazały podwoić czujność wobec żywiołów, grożących zniszczeniem tego, co dla narodu polskiego jest najświętsze.

Źródło: Światowid nr 10 (708) - 05.03.1938, str.6

czwartek, 9 października 2008

Z policyjnego albumu


Życie za 20 groszy

Niejaki Paweł Sycha z Małej Dąbrówki na Śląsku uplanował wespół ze swym towarzyszem Franciszkiem Mazurkiem napad na swego znajomego Józefa Mateję z Wełnowca. Celem napadu miał być rabunek renty inwalidzkiej, którą Mateja podejmował co sobotę. Sprawcy po zamordowaniu inwalidy znaleźli przy nim ku swemu wielkiemu rozczarowaniu tylko papierosy wartości 20 groszy. Jak się okazało, Mateja nie podjął tego dnia swej renty, gdyż przyszedł już po zamknięciu kasy. Mordercy, nie mogąc w inny sposób wyładować swej furji, znęcali się nad trupem starca. Policja wytropiła ich i aresztowała.

Ojcobójca

Syn jednego z najbogatszych mieszczan Łucka, Adrjana Charczeńki, piętnastoletni uczeń szkoły powszechnej Walenty Charczeńko zamordował swego ojca celnym strzałem z dubeltówki. Mordu dokonał on mszcząc się za hulaszcze życie swego ojca, który dwa lata temu bez przyczyny wyrzucił żonę swą na bruk i zaczął tracić duży rodzinny majątek na różne kobiety z półświatka. Tragedja wywołała duże poruszenie w mieście.

Dzieciobójca

Czynem mrożącym krew w żyłach "wsławił się" na terenie Górnego Śląska dziewiętnastoletni Wilhelm Tkaczyk z Katowic. Dopuścił się on okrutnej zbrodni, udusiwszy swe nieślubne dziecko, którego zwłoki poćwiartował i zakopał w pobliżu lotniska w Katowicach. Na ślad mordercy naprowadziły władze doniesienie nieszczęśliwej matki, która napróżno szukała swego dziecka.

Mężobójczyni

Ostatnio odbyła się w Inowrocławiu rozprawa przeciwko Weronice Tarkowskiej i jej kochankowi Władysławowi Olejniczakowi, oskarżonym o zamordowanie męża Weroniki, Józefa Tarkowskiego. Czynu tego dokonał Olejniczak za namową Weroniki Tarkowskiej, która już dawno dążyła do usunięcia ze swej drogi niewygodnego jej męża. Olejniczak ukrył się pod łóżkiem Tarkowskiego i gdy ten usnął, wyszedłszy z ukrycia, udusił go powrozem. Dostarczyła mu go Weronika, która ponadto czynnie współdziałała przy morderstwie. Sąd po przeprowadzeniu rozprawy przyjął winę obu oskarżonych.

Olbrzymia kradzież

W ostatnich dniach dokonano w śródmieściu Poznania napadu rabunkowego na mieszkanie przemysłowca Franciszka Jankowskiego. Sprawcy skradli pieniądze i biżuterję wartości 10 tysięcy złotych, a w niespełna 6 godzin po napadzie zostali ujęci.

Źródło: Tajny Detektyw nr 15, 26.04.1931, str. 10

poniedziałek, 6 października 2008

Zbrodniarze jadą do Gujany

W tych dniach na pokładzie okrętu "La Martiniere" odpłynąlo z Francji do Gujany 350 zbrodniarzy, do których dołączono jeszcze transport 300 skazańców z Algeru. Warunki, w jakich żyją skazańcy w Gujanie są bardzo ciężkie, toteż wielu ich pada ofiarą zabójczego klimatu, a przedewszystkiem żółtej febry. Czasami przychodzi do buntów, które są jednak bezlitośnie tłumione. Bywały wypadki, że więźniowie zdołali zbiec z Gujany, przeważna jednak ich część, wyponiewierawszy się w dźungli, gdzie śmierć na nich czyhała na każdym kroku, wracała skruszona do swoich zajęć. Niejednokrotnie we Francji podnosiły się głosy, aby zaprzestać deportacyj więźniów ze względów humanitarnych, nie znalazły one jednak posłuchu w sferach miarodajnych. Próbowała interwenjować także Liga Międzynarodowa Praw Człowieka, ale bezskutecznie. Po staremu jadą więc zbrodniarze do Gujany, aby przeważnie nigdy już nie wrócić do kraju...

Źródło: Światowid nr 49 (591) - 07.12.1935, str.12

sobota, 20 września 2008

Zwyrodniały zbrodniarz

Zwyrodniały zbrodniarz. Grabarz cmentarza żydowskiego w Żyrardowie Jan Dudziński, przez dłuższy okres czasu uprawiał straszliwy proceder rozkopywania grobów i grabienia z trumien bielizny, w którą owinięte były zwłoki zmarłych. Jak wynika z dalszego dochodzenia, przeprowadzonego przez policję w tej sprawie, zwyrodniały zbrodniarz miał się również dopuszczać profanacji zwłok pogrzebanych na cmentarzu kobiet. Na zdjęciu Dudziński (x) konwojowany przez policjantów. Obok dowody jego zbrodni: zrabowana bielizna, tablica marmurowa zrabowana z jednego z grobów oraz bagnet osadzony na kiju, który służył do otwierania trumien.

Źródło: Światowid nr 15 (297) - 19.04.1930, str.3

sobota, 13 września 2008

Poszukiwanie skarbów brazylijskich w Wiśle


Poszukiwanie skarbów brazylijskich w Wiśle. W poselstwie brazylijskim w Warszawie skradziono niedawno wiele kosztowności, które złodzieje wrzucili do Wisły. Obecnie sprowadzono z Gdyni nurków Marynarki Wojennej polskiej, którzy w głębinach Wisły naprzeciwko Elektrowni szukają tych skarbów.

Źródło: Światowid nr 7 (184) - 11.02.1928, str.4